01 kwietnia 2012

Carma Laboratories Carmex Lip Balm i Carmex Lip Balm Cherry Tube


Dziś nie będzie wpisu prima aprilisowego. Za to będzie co nieco o Carmexie.

Pamiętacie moment, w którym na naszym rynku pojawił się osławiony Carmex? Hit w pielęgnacji ust z USA, kosmetyk który wywołał tyle zachwytów, w jakiejkolwiek wersji się pojawił. Kupiłam go kiedyś głównie dlatego, że balsam do ust Tisane zwyczajnie mi się znudził i chciałam spróbować czegoś nowego.

Biję się w piersi, że przez ponad rok zamiast używać produktu już sprawdzonego trafiłam na istny bubel. Żeby było ciekawiej, Carmex miałam w dwóch wersjach i cały czas byłam przekonana, że mi pomaga.

Zamieszczam obydwa kosmetyki w jednym poście, bo w sumie to jedno i to samo tylko w nieco innej formie. Z góry przepraszam za to jak się prezentują. Nosiłam je przez długi czas przy sobie, dosłownie wszędzie. Szczególnie widać to po balsamie w sztyfcie.



Carmex Lip Balm 




Obietnice producenta:
Cierpiący z powodu spierzchniętych, popękanych ust Alfred Woelbing wynalazł w USA we wczesnych lata 30-tych dwudziestego wieku balsam do ust Carmex®. Rodzina Woelbing do dziś prowadzi firmę, a Carmex stał się jednym z najbardziej cenionych na świecie balsamów do ust.

Unikalna receptura balsamu Carmex zawiera specjalne składniki, które powodują klasyczne uczucie mrowienia dające znać, że Carmex działa skutecznie, kojąc, nawilżając i chroniąc spierzchnięte, popękane usta.

Wypróbuj go i przekonaj się, dlaczego jest on ulubionym balsamem gwiazd z Hollywood oraz specjalistów od makijażu na całym świecie.

Sposób użycia:
Nałożyć obficie tak często, jak jest to konieczne. Nałożyć ponownie po jedzeniu i piciu. Szczególnie wskazane jest użycie przed i po oddziaływaniu słońca, wiatru lub niskich temperatur. W celu odbudowy i utrzymania nawilżenia, należy stosować przed i po nałożeniu pomadki do ust i po pływaniu.



Opakowanie:
Samemu opakowaniu nie mam nic do zarzucenia. Jest malutkie, poręczne i wszystko działa jak trzeba. Nie wyróżnia się niczym szczególnym.

W opakowaniu znajduje się 4,24 g produktu. Wam też przypomina klej do papieru? :P

Konsystencja:
Miękka i dość lepka, wyczuwalna na ustach. Trudno zaaplikować ją cienką warstwą i długo się wchłania.

Zapach:
Bardzo specyficzny, kamforowy. Jedni mogą go tolerować, a inni nienawidzić. Ja raczej należę do tych drugich, choć po jakimś czasie się nieco przyzwyczaiłam. Żeby było jeszcze gorzej, smak też nie jest zbyt przyjemny.

Skład:
Octinoxate 6.4%, Oxybenzone 5.4%, Octocrylene 9.0%; Inne składniki: Petrolatum, Lanolin, Meadowfoam Seed Oil, Camphor, Phenol, Menthol, Salicylic Acid in a mixture of waxes and flavor.

Plusy:
  • filtr SPF 15 (choć podobno niestabilny)
  • dostępność
  • cena
  • funkcjonalne, nieduże opakowanie
  • wydajność
Minusy:
  • wysuszanie ust
  • kamforowy zapach
  • zbyt tłusta konsystencja


Opakowanie: 4/5
Zapach: 2/5
Wydajność: 5/5

Ocena końcowa: 1/5
Używałam go bardzo długo, cały czas myśląc że jest mi on niezbędny. Jak się później okazało Carmex strasznie przesuszał moje usta. Im częściej go używałam, tym było gorzej. Nie wiem dlaczego tak późno wpadłam na to, że to on jest przyczyną wszystkich tych problemów. Jeszcze tak suchych ust i twardych odstających skórek nie miałam nigdy. Efekt mrowienia też nie bardzo mi się podobał, chociaż z drugiej strony nie przywiązywałam do tego wielkiej wagi.

Jedyne za co mogę temu produktowi dać jakikolwiek plus, to filtr (choć niestabilny, lepsze to niż nic) i wydajność. Jednak to zdecydowanie za mało jak na balsam do ust. Jest to najgorszy tego typu kosmetyk z jakim miałam do czynienia. Nawet inne balsamy, które były dość kiepskiei słabo nawilżały, nigdy nie wyrządziły mi takich szkód jak Carmex.


Carmex Lip Balm Cherry Tube


Obietnice producenta:
Jw.


Sposób użycia:

Jw.


Opakowanie:
Niby funkcjonalne, niby małe i poręczne, ale nie bardzo mi się spodobało. Gdy nosiłam go w kosmetyczce latem, to ciągle wylewał mi się do nakrętki, z kolei zimą trudno go było czasem wycisnąć z tubki.

W opakowaniu znajduje się 10 g produktu.

Konsystencja:
Bardzo gęsta, przypomina maść lub żel. Rozprowadza się bez problemu i oczywiście zostawia tłustą, gęstą powłokę na ustach.

Trochę się czułam jakbym używała błyszczyka, bardzo ciężkiego i klejącego.

Zapach:
Chemicznej wiśni/czereśni, całkiem znośny. Jednak mimo wszystko wyczuwalny był gdzieś kamforowy zapach, którego nie lubię. 

Skład:
Petrolatum, Lanolin, Aroma, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Banzophenone-3, Camphor, Menthol, Salicyl Acid, Vanillin, Synthetic Linalool, Benzyl Cinnamate, Geraniol. Zawiera Oxybenzone.

Plusy:
  • zapach (tylko dlatego, że nie pachnie tak mocno kamforą)
  • SPF 15
  • dostępność
  • cena
  • wydajność

Minusy:
  • wysuszanie ust
  • zbyt gęsta i kleista konsystencja
  • brak filtra
  • niezbyt funkcjonalne opakowanie

Opakowanie: 3/5
Zapach: 3/5
Wydajność: 4,5/5

Ocena końcowa: 1/5
Po balsamach do ust zwykle nie oczekuję spektakularnych efektów i tu też tak było. Jednak trudno mi przemilczeć i odpuścić to, co Carmex zrobił na moich ustach. To był mój drugi tego typu kosmetyk (stosowany na przemian z Carmex'em w sztyfcie) i teraz już wiem, że nigdy więcej żadnego z nich nie kupię.

Zapach jest znośny, natomiast nadal czuć, że to ten sam stary Carmex. Mrowienie pominę milczeniem, bo nie wiem co ono ma na celu - jest mi obojętne. Konsystencja i funkcjonalność opakowania to też raczej porażka. Jeśli to koi i nawilża, to ja jestem Matka Teresa.

Daję 1 punkt na 5 za mniej kamforowy zapach, filtr i wydajność, ale to już bardziej z litości, bo głupio mi dać czemuś 0/5. Z chęcią dałabym mu -1/5, ale coś tam w nim może się podobać.

Zdecydowanie radzę Wam omijać ten produkt szerokim łukiem!



Do dziś nie wiem co mnie skłoniło, żeby kupić aż dwa balsamy do ust marki Carmex. To chyba było jak jakieś zamknięte koło - gdy zaczęłam ich używać usta strasznie mi wysychały, ale bez nich było jeszcze gorzej. Na szczęście zrobiłam sobie od nich niedawno kilkudniową przerwę i nagle zauważyłam, że moje usta bez niczego lepiej wyglądają niż po wielokrotnym używaniu Carmexu.

Może i czuć mrowienie, może wydaje nam się że usta są nawilżone chwilę po aplikacji, ale w ostatecznym rozrachunku produkt ten zrobił mi więcej krzywdy niż pożytku. Gdzieś na Youtube znalazłam nawet recenzję, w której dziewczyna mówi, że Carmex nieźle działa u niej na opryszczkę, bo chłodzi i wysusza :D. To dla mnie kolejny dowód, że ten produkt nie spełnia żadnej z obietnic producenta, a jeśli to robi, to bardzo krótkofalowo. Nie poleciłabym go nawet najgorszemu wrogowi. (Oczywiście jest to moja opinia i nie musicie się z nią zgadzać).

A Wy jakie macie doświadczenia z Carmexem?

Pozdrawiam,
Silverose

32 komentarze:

  1. ja tez na pocztaku bylam zachwycona modnym carmexem a teraz jakos lezy w szufladzie bo wole np pomadke alterry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej z Alterry jeszcze nie miałam i jakoś nigdy nie mogę na nią trafić w Rossmannie.

      Usuń
  2. lubię carmexy w tubce. :) nie przepadam za tymi w słoiczkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już się tak zraziłam, że żadnego nie spróbuję...

      Usuń
  3. ja chyba jednak wole słoiczki. Jedyny balsam który mi pomógł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...ja jakoś nie lubię tam wkładać palca :P Zdecydowanie preferuję balsamy do ust w sztyfcie. Z tego co widzę opinie co do Carmexa są bardzo podzielone. Albo się go kocha albo nienawidzi.

      Usuń
  4. Mam carmexa, leży w samochodzie ;)

    PS doszła moja ostatnia wiadomość do Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta w której pytałaś o komentarze na Blogspocie? Tak, wysłałam Ci też dwie odpowiedzi na maila a potem cisza. Sprawdzałam gmaila czy nie wylądowało coś w spamie przypadkiem, ale nie.

      Usuń
    2. No już myślałam, że moja wiadomość nie doszła i dlatego dziwiłam się, że nie odpisałaś.
      Teraz popatrzyłam u siebie w spamie i oczywiście są tam twoje dwa maile.. :D No cóż.. w takim razie dzięki za odpowiedź i faktycznie wszystko się samo unormowało.. ;)

      Usuń
    3. Cieszę się, że mimo wszystko w końcu je dostałaś. No i na szczęście kolejne dziwne zjawisko zniknęło z Bloggera :P

      Usuń
  5. Ja z Carmex'em też miałam burzliwą przygodę. Długo zastanawiałam się jak to możliwe że wszystkim pasuje, a mnie nie. I tak męczyłam różne wersje, tubki, sztyfty, aż znalazłam taką która mi odpowiada- w słoiczku.
    Nie wiem czy Wy też zauważyłyście ale Carmexy bardzo się od siebie różnią, nie tylko składem. Np. ten w sztyfcie rzeczywiście jest taki lepki podczas gdy słoiczkowy bardziej śliski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, że jest tak jak piszesz. Ja jednak boję się, że ta wersja również się u mnie nie sprawdzi. Dobrze, że są też inne firmy do wypróbowania :)

      Usuń
  6. A ja ten w sztyfcie lubię najbardziej. Słoiczkowy najlepiej działał ale szybko wydał mi się niehigieniczny i znalazłam dla niego inne zastosowanie. Tubkowych szczerze nie znoszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością ten w sztyfcie był lepszy. Od tego w słoiczku zawsze odpychała mnie niehigieniczna aplikacja.

      Usuń
    2. Dokładnie. Używam go do skórek wokół paznokci i petarda! :) Mam nadzieję że na dłuższą metę ich nie wysuszy jeszcze bardziej...

      Usuń
    3. O takim zastosowaniu jeszcze nie słyszałam :P

      Usuń
  7. Bardzo lubiłam kiedyś Carmex- teraz używam sporadycznie. Ostatnio polubiłam się z pomadką z Alterry, może po niej wrócę do Tisane, żeby przekonać się, czy faktycznie nadal jest tak beznadziejny jak kiedyś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ja też pewnie koniec końców wrócę do Tisane...tak coś czuję.

      Usuń
  8. Ja uwielbiam carmex w sztyfcie. Zazwyczaj 1-2 razy w roku mialam opryszczke, odkąd go używam nie miałam ani razu. Nie cierpię za to pomadek Nivea, strasznie wysuszają mi usta. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Nivea też się u mnie nie sprawdziła. Poza tym ich pomadki latem bardzo miękły.

      Usuń
  9. Ja też dzięki Carmexowi pożegnałam się z opryszczką. I bardzo go lubię. Ust nie wysusza przy odpowiednim stosowaniu. Na opakowaniu zaznaczone jest, że należy używać go jako lekarstwo, a nie non stop. Bo wtedy efekt jest taki, że pod odstawieniu, choćby na kilka godzin usta są bardzo suche. Za bardzo się do niego przyzwyczaiły.
    Teraz mam Tisane i też jest w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...tylko ja właśnie próbowałam go nakładać raz na jakiś czas, kiedy indziej częściej, a efekt zawsze był ten sam. Jak dla mnie to kiedy tylko ten balsam się wchłonie albo go zetrzemy, od razu okazuje się, że jego działanie było jedynie powierzchowne.
      Może to kwestia moich ust, niemniej jednak przez ponad rok, używany w różnych kombinacjach nie pomógł mi wcale.

      Usuń
  10. A ja lubię carmex w tubce:) może cudów nie robi, ale mnie pasuje. Może dopiero jak go skończę to przerzucę się na coś innego.;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chociaż komuś pomaga :) U mnie niestety porażka na całej linii.

      Usuń
  11. Naczytałam się dużo negatywnych opinii o carmexie i strasznie mnie dziwią. Uwielbiam jego zapach (no, ale rozumiem, że ktoś go nie lubi) i nigdy mi nie wysuszał ust. Faktycznie miałam lepsze, ale moim zdanie jest całkiem w porządku :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie dziwią ani złe ani dobre opinie. W końcu nie każdy jest taki sam, ma taką samą skórę i potrzeby z nią związane. U jednych coś się sprawdza, u innych wcale a jeszcze u innych średnio. W kwestii zapachu, smaku itd. doszedł jeszcze fakt, że mój facet go nienawidził jeszcze bardziej niż ja.

      Usuń
  12. ja to porównam może wulgarnie - gówno jest dobre - miliony much nie mogą się mylić :P tak stwierdziłam po mega szerokiej akcji marketingowej na różonorodnych tematycznie blogach na których były wychwalane pod niebiosa te mazidła :) a takiego czegoś nie znoszę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pędraczku, faktycznie mocno powiedziane. Myślę, że sedno tkwi szczególnie we fragmencie "miliony much nie mogą się mylić". Mnie jakoś mało obchodzi czy coś się spodobało innym. Jest to dla mnie istotne jeśli nie znam produktu, a chcę go kupić. Natomiast jeśli widzę, że jest do bani (jak na moje wymagania i potrzeby), to nie będę piała z zachwytu tylko dlatego że "wszyscy" coś chwalą.

      Usuń
  13. Ja też nie lubię carmexu i moja tubka wylądowała w kuble po długim okresie leżakowania na półce. Myślałam, że kiedyś się do niego przekonam, nie nastąpiło to nigdy, więc go wyrzuciłam. Moją ulubioną pomadką do ust jej BEBE słoneczna. Dobrze nawilża, ma fajny zapach i kojarzy mi się z wakacjami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się udało zużyć prawie cały czereśniowy Carmex, natomiast tego w sztyfcie zostało jeszcze sporo. Dawno nie wyrzuciłam czegoś co nie było do końca zużyte z taką satysfakcją :)

      Usuń
  14. Ja lubię Carmex ale stosowany doraźnie, kiedy używałam go regularnie przesuszał mi własnie usta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zazdroszczę, bo u mnie nawet stosowany doraźnie, jak tylko zszedł z ust robił mi na nich dosłownie masakrę. No ale często tak bywa, że jednej osobie coś pomaga, a drugiej wręcz przeciwnie.

      Usuń

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty