14 lipca 2013

Instagram mix nr 4




Wiem, że znów rzadko tu bywam ale rzucono mnie na głęboką wodę w pracy, w której brakuje nam dwóch osób i ledwo się ze wszystkim ogarniam. Biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że w "mojej" branży trwa obecnie szczyt sezonu, do września może być krucho z nowymi postami, za co z góry Was przepraszam.


Dobra, dosyć marudzenia. Pokażę Wam chwile, które udało mi się uwiecznić od końca maja. Trochę się tego nazbierało.

Skoro już zaczęłam od tematu pracy, to nie sposób nie wspomnieć o szkoleniach, na których byłam.


1. W drodze do Łodzi. Padało, było chłodno, za to na miejscu aż za gorąco.
2. Widok na łódzką Manufakturę. Miałam sobie ją pozwiedzać, bo pociąg przyjechał nieco za wcześnie. Niestety trafienie do niej zajęło mi sporo czasu, zdecydowanie za dużo. Tak to jest jak się zaufa GPSowi w komórce a nie własnemu instynktowi...Nie wiem też co mnie tknęło, żeby iść tam pieszo z wypchanym plecakiem i workami.
3. Tu już w biurze u znanej dobrze we wszystkich placówkach osobistości - Waldka. Faktycznie jest to specyficzny typ człowieka. Ciekawe kto mu kupił taką podkładkę pod myszkę :P
Wyprawę do Łodzi wspominam raczej średnio. Nie zdążyłam zobaczyć Manufaktury, prawie spóźniłam się na pociąg i niepotrzebnie chodziłam wszędzie z ciężarami. Szefowa chciała żebym została tam na jedną noc ale koniec końców okazało się, że wracałam tego samego dnia w straszną ulewę.
4. Wyprawa do Opola, spóźnione pociągi itd. Mimo wszystko droga w obie strony była całkiem fajna, choć żar lał się z nieba. Nie wiem czemu tak jest, ale jak tylko trafiam na panów w średnim wieku (bądź starszych) w pociągach, to zawsze muszą puścić jakiś tekst typu "O, taka ładna pani będzie moją współpasażerką? Ale się cieszę!". Od razu wiem, że takiemu się załączy gaduła, dlatego nieodzownym elementem pomagającym w trakcie podróży jest dla mnie mój odtwarzacz mp4 :P
5. Dworzec w Opolu. W środku był jakiś gruntowny remont, wkurzeni pasażerowie. Trochę śmieszne było to szkolenie, bo jechałam prawie 10 godzin w obie strony, żeby posiedzieć na miejscu może z godzinę. Miałam trochę czasu do pociągu powrotnego, a że blisko była drogeria, to wpadłam do niej na chwilę i przywiozłam kilka fantów ;P
6. Szkolenie w Poznaniu, a właściwie "Warsztaty sprzedażowe". W sumie nic szczególnego. Spotkałam znajomą szefową jednego z biur podróży, co było bardzo miłą niespodzianką, bo mogłyśmy sobie pogadać trochę na ludzie.

Poniżej wklejam małą dokumentację z tzw. wyjazdu studyjnego.


7. Płynęłam sobie świnoujskim promem. Można było trochę rozprostować nogi po podróży :)
8. Śledzik z cebulką, sałatą i skibką chleba. Do tego wódeczka. Zwykle nie jadam śledzi, bo ich po prostu nie lubię ale ten był wyborny. 
9. Dalsza część rejsu statkiem Chateaubriand po porcie i kanałach. Chociaż mieliśmy zarezerwowane miejsce, to wyniosło nas z alkoholem na pokład :P
10. W końcu się przełamałam i dwie Agnieszki skusiły mnie na piwo w autobusie. Jak widać było bardzo sympatycznie.
11. Plaża w Międzyzdrojach. Nawet nie wiecie jak fajnie było zanurzyć stopy w morzu. Szkoda, że trwało to tak krótko.
12. Widok z pokoju mojego i jednej z Agnieszek w hotelu Doris SPA. Obżarłam się tam strasznie. Jedzenie było pyszne, a alkohol lał się strumieniami :P
13. Ostatni wieczór w Kołobrzegu. Jak widać moja pani prezes postarała się żeby stół był suto zastawiony. Po lewej mój drink. Już nawet nie pamiętam jak się nazywał ale był pyszny.
14. Średni lód kręcony w Jarosławcu o nazwie Rafaello. Ledwo dałam radę go zjeść. Miał twardą skorupkę z białej czekolady obsypanej wiórkami kokosowymi, a w środku były lody śmietankowe. Pycha! Chyba nie chcę wiedzieć jak wygląda taki lód w większym rozmiarze :P
15. Deser z KFC w drodze do Świnoujścia - Cheesamisu. Całkiem zjadliwy. 

Przez dwa dni zwiedziłam różne miejsca w Świnoujściu, Międzyzdrojach, Kołobrzegu, Mielnie i Jarosławcu. Najbardziej podobało mi się pozytywne nastawienie ludzi i rejs tzw. "Dezetą" po jeziorze Wicko. Niestety nie udało mi się tego uwiecznić. Mieliśmy zabrać ze sobą jak najmniej i byliśmy ubrani w kapoki, więc nawet nie brałam ze sobą komórki. Podróż nie byłaby też tak udana gdyby nie wspaniały pan Zbyszek - kierowca naszego autokaru. Do dziś mam wyrzuty sumienia, że budząc go na kolację przerwałam mu sen z Giną Lollobrigidą :P


16, 17, 19. Wyszła moja słabość do bawienia się aplikacją "instaweather". Moja praca znajduje się niedaleko nowej części Starego Browaru. Czasem lubię go sobie uwiecznić :P Za każdym razem widzę go z trochę innej perspektywy.
18. Do niedawna tak wyglądał mój codzienny dojazd do pracy. Teraz już nawet tramwaj nie jeździ w moich okolicach :/ Powoli mam dość rozkopanego Poznania.


20. Kiedyś kolega Maćko polecił mi spróbować fritz-koli. Próbował jej chyba na tzw. kontenerach (czyli KontenerART w Poznaniu). Znalazłam ten napój w centrum miasta, kiedy moja siostra kupowała hamburgera w jednej z budek. Hmm...chyba nie jestem aż takim smakoszem żeby wyczuć jakąś wielką różnicę między fritz-kolą, Coca-Colą i Pepsi. Dobrze przynajmniej, że nie nazywa się to Fritzl-kola :P
21. Ostatni tego lata deser z truskawkami. Eton Mess to już u nas coroczna tradycja.
22. Niestety drogie ale przepyszne lody o smaku truskawkowego sernika. Szkoda, że jest u nas tak mało dostępnych smaków. Nie wiem jak oni to robią, ale drobne ciasteczka które znajdują się w środku w ogóle nie są rozmoczone.
23. Cudne opakowanie jogurtu znalezionego zupełnie przez przypadek na sklepowej półce. Szkoda tylko, że smak nie był porywający.


24. Ulubiony podkłado-puder w kamieniu. Brakuje mi w nim tylko filtra. 
25. Impreza stadna. Było cudnie. Pyszne jedzenie, kaszanka zrobiona przez Marysię i dużo śmiechu. Przy okazji pozwolę sobie pozdrowić Marysię, moją nową idolkę Basię-Bebe i Konrada - czyt. Edytę :P
26. Trochę już przedawnione zdjęcie. Zrobiłam je podczas wypadu z Pędrakiem i Goszą na piwo. W międzyczasie trwał ostatni dzień francuskiego tygodnia na Starym Rynku. Nie mogłam się powstrzymać i skusiłam się na dwa mydełka. Jedno oliwkowe, a drugie o zapachu migdałów. Na dole widać prawie zjedzoną pizzę z Sorelli. Chyba muszę ich wkrótce znów nawiedzić :)
27. Keratynowe prostowanie włosów. Mija juz drugi tydzień i nadal efekt się utrzymuje. Oby tak dalej!


28. Przekąska w pracy z udawaną kawą z Biedronki :P
29. Drink od Frugo również zakupiony w Biedronce. Może być, chociaż na kolana mnie nie powalił.
30. Pamiętacie te lizaki? Ja swój dostałam na dzień dziecka od mamy. Wkurzyło ją tylko jak zaczęłam gwizdać, hehe.
31. Udało mi się dorwać udawaną kawę w wersji Macchiato. Ta odpowiada mi najbardziej.
32. Wysuszone owoce niby bez szkodliwych wspomagaczy i innych niezdrowych rzeczy. Mi bardzo to smakuje, ale siostra się krzywiła.
33. Jak zwykle nie udało mi się zjeść na kolację całego sushi. Jestem leniem i kupiłam gotowe :P


Jestem ciekawa jak Wam mija weekend :)

Pozdrawiam,

11 komentarzy:

  1. Bardzo lubię posty tego typu :)
    Sushi- mmm zjadłabym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też je lubię :) szkoda że mój aparat woła o pomstę do nieba i posiłkuję się pożyczonym :(

      Usuń
    2. Mallene, dzięki. Ja tylko żałuję, że dziewczyny w tego typu postach tak mało piszą.

      Magdalena, w moim przypadku to zdjęcia z Instagrama, robione komórką ;)

      Usuń
    3. W moim przypadku to nadal niemożliwe :P tak tak, mam dosyć stary model komórki i właśnie rozglądam się za nowym. Nie wiem tylko czy zainwestować więcej w telefon komórkowy czy aparat.

      Usuń
  2. No dobra, częściowo jesteś usprawiedliwiona przez te ciągle wyjazdy, ale tylko częściowo :-)
    Dano nie byłam nad morzem, choć kiedyś był to praktycznie dla mnie rytuał :-)
    Jak Ty mogłaś kierowcy przerwać sen z Giną Lollobrigidą??? XD Taka strata XD
    Powoli zaczyna mieć dość truskawek, choć za mało dżemu zrobiłam.
    Korkami się nie przejmuj, bo teraz chyba wszystkie miasta są rozkopane - u mnie wszyscy wyzywają na czym świat stoi. Jak jedna ulicę otworzą, to zamkną kolejne 3.
    Dobrze, że bywasz na imprezach stadnych, ale po tym poście powoli zaczynam się zastanawiać, czy Ty przypadkiem za dużo tego alkoholu nie masz? XD
    Lizaki z dzieciństwa też pamiętam :-)
    A Sushi chodzi za mną jak Mały Głód w reklamie pewnego serka ;-)
    Pisz częściej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częściowo :D Haha!
      Ja jestem ciekawa kiedy jeszcze pojadę nad morze. Samej to mi się średnio chce.
      No cóż...kierowca sam prosił żeby go obudzić. I tak zrobiłam to dużo później.
      Ja mam akurat niedosyt truskawek. Teraz już praktycznie nigdzie ich nie widzę.
      Korkami to ja się nie przejmuję. Mi raczej chodzi o ciągłe przesiadki. Przez to i letni rozkład jazdy tracę masę czasu na dojazdach.
      Oj już bez przesady z tą ilością imprez i alkoholem. Te zdjęcia to dokumentacja z końca maja do lipca, także nie jest aż tak imprezowo :P
      Mi sushi bardziej smakuje drugiego dnia, do dziś nie wiem czemu ;)
      Postaram się ale nic nie obiecuję.

      Usuń
    2. No częściowo, częściowo :-)
      Niech CI będzie, że aż tak imprezowo nie jest XD
      Ja sushi uwielbiam świeże :-)
      No wiem, wiem, ale lubię w tej kwestii być upierdliwą :-D

      Usuń
  3. Ojej... Poznań rozkopany jest paskudny:/ Dojechać gdziekolwiek jest istną katorgą. Chętnie przeczytałabym więcej o podkłado - pudrze z Manhattanu. Planujesz jakąś notkę o nim? Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, planuję zrobić o nim osobny post :)

      Usuń

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty