31 października 2015

Chanel Les Beiges Healthy Glow Sheer Powder


Przychodzi taki moment w życiu prawie każdej kobiety, kiedy marzy żeby kupić sobie coś luksusowego. U mnie pojawił się on przed ślubem siostry. Wymyśliłam sobie, że chcę w tym dniu prezentować się wyjątkowo (żeby nie musiała się potem mnie wstydzić na zdjęciach). Miałam już wybraną sukienkę, buty, torebkę, biżuterię, brakowało tylko kropki nad "i" - czegoś niecodziennego do makijażu. Mój wybór padł więc na jedną z chyba najbardziej kultowych i luksusowych marek, czyli Chanel, a konkretnie na puder do twarzy z kolekcji Les Beiges. Czy spełnił pokładane w nim nadzieje?


Ciekawych opisu producenta odsyłam tu - KLIK.
Zdrowy blask cery i naturalny, wręcz niewidoczny makijaż? Przyznaję, tym mnie przekonali. Jednak skupmy się najpierw na faktach. W jak dotąd nietypowym dla marki beżowym opakowaniu mamy 12 g produktu, który posiada filtr SPF15/PA++. Póki co brzmi bardzo dobrze. W środku znajduje się płaski pędzelek z naturalnego włosia, oraz plastikowa nakładka zabezpieczająca i lusterko.


Puder jest bardzo drobno zmielony, ale dość twardy. Nie pyli i całkiem łatwo nanosi się na pędzel. Połączenie białej brzoskwini, cyklamenu, arbuza, jaśminu, peonii, białego piżma i drzewa cedrowego daje przepiękny zapach, który zachwyca przy każdym użyciu. Na szczęście nie jest na tyle intensywny żeby utrzymywał się na skórze cały dzień. Do wyboru mamy 5 odcieni od 10 do 50 (o dwa mniej niż w innych krajach). Posiadam nr 20 - bardzo naturalnie wyglądającą mieszankę beżu i brzoskwini (ja przynajmniej widzę tam kolor brzoskwiniowy).

Zdecydowaną zaletą tego pudru jest lekkość. Praktycznie nie czuć go na twarzy. Ponadto bardzo ładnie dopasowuje się do koloru skóry, daje ładne satynowe wykończenie i jest prawie niewidoczny. Nawet robiąc poprawki w ciągu dnia nie da się nim stworzyć efektu maski. Nie podkreśla też suchych skórek. Jednak niezaprzeczalnie największym plusem pudru Les Beiges jest to, że w jakiś magiczny sposób wygładza skórę, zmiękcza rysy, daje efekt świeżej i wypoczętej cery.


Żeby nie było tak różowo, czas na minusy. Zacznę może od pędzelka, który do poprawiania pudru w ciągu dnia jest kompletnie bezużyteczny, bo po prostu za wąski. Dodatkowo producent zaleca wykonywanie nim kolistych ruchów. Serio, ktoś jeszcze to robi? Ja wolę puder wklepywać delikatnie w twarz puchatym pędzlem lub puszkiem.
Celowo nie wspomniałam wcześniej o pokrowcu z materiału podobnego do aksamitu, bo on tylko uprzykrza życie. Obłazi nieestetycznie wszystkim co tylko możliwe i nie wpływa jakoś szczególnie na ochronę opakowania przed uszkodzeniami. To tylko dodatkowa rzecz, której musimy szukać w torebce po użyciu pudru. No ale niech będzie, że tu już się za bardzo czepiam.


Ostatni element dołączony do opakowania, to plastikowa osłonka oddzielająca pędzelek od kosmetyku. Jak tylko ją zobaczyłam, od razu się rozczarowałam. Praktycznie w każdym azjatyckim pudrze czy różu, który kosztuje powyżej 40 zł, znajduje się osłonka funkcjonująca na zasadzie klapki. Jest przytwierdzona z jednej strony opakowania, więc sama nigdy nie wypada. A tu? Ordynarnie plastikowe zabezpieczenie, które łatwo zgubić. Kolejna rzecz, która dołącza do nieszczęsnego pokrowca i trzeba jej specjalnie szukać w torebce. Kurcze, za taką cenę kosmetyk powinien robić z kobiety boginię i śpiewać jej serenady, a nie uprzykrzać życie.
Generalnie puder ma zwykle za zadanie zmatowić cerę i pokryć choć drobne niedoskonałości. Czy Les Beiges to robi? Nie. Nie kryje wcale, a matuje nie lepiej niż pudry za kilkanaście złotych. Teoretycznie ma się nadawać do stosowania przez cały rok. Latem na mojej skórze kompletnie się nie sprawdza (mimo swojej lekkości), bo szybko się zaczynam świecić jak kula dyskotekowa. Zimą jest nieco lepiej ale też bez zachwytów.

Skład:


Bardzo wysoko postawiłam poprzeczkę Chanel, bo to kultowa, luksusowa marka, a za opisywany przeze mnie puder (bez zniżek) trzeba zapłacić ok. 230 zł. Dla mnie to cena kosmiczna, więc oczekiwania miałam ogromne. Czy wg mnie to faktycznie niezastąpiony produkt, na który warto wydać tak dużą kwotę? Zdecydowanie nie. Efekt jaki daje na skórze jest naprawdę ładny, ale to za mało żeby mnie zachwycić. Szczerze mówiąc nie wiem skąd tyle pozytywnych opinii na jego temat krąży w internecie. Mam wrażenie, że gdyby ten sam puder włożyć w opakowanie dużo tańszej marki, zebrałby mocne cięgi. Może dla innych sam fakt posiadania czegoś Chanel już czyni dany produkt cudownym,  jednak na mnie to nie działa. Co więc otrzymujemy? Puder, który nie matuje, nie kryje ale powoduje, że twarz wygląda nieco lepiej niż zwykle. Cieszę się, że chociaż udało mi się go kupić w promocji, a nie w cenie standardowej.

Jeszcze na koniec pokażę Wam, co stało się z moim egzemplarzem zaledwie po kilku użyciach. Jego wierzchnia część na brzegach skamieniała. Jak się pewnie domyślacie, w tych miejscach puder nie nadawał się do użytku. Musiałam to zeskrobać. Dodam tylko, że cały czas używałam osłonki i często myję swoje pędzle, więc nie ma opcji żeby była to wina braku higieny. Puder za ponad 200 zł, który trzeba od czasu do czasu skrobać - to chyba mówi samo za siebie...


To wszystko razem spowodowało, że nie poczułam żadnej magii posiadania luksusowego kosmetyku, ani tym bardziej magii Chanel. Może ona istnieje tylko dla tych, którzy się ekscytują się drogimi markami, a może po prostu źle trafiłam?

4 komentarze:

  1. Zgadzam sie w 100%!
    A te zachwycajace recenzje, to albo dlatego ze ojeju patrzcie kupilam Chanela, albo ze to produkt sponsorowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej głównie wg mnie jest to reakcja "ojeju", o której piszesz. Chociaż niektórzy bronią luksusowych marek mówiąc, że kobiety mają wobec nich zawyżone wymagania. Ja nie miałam, a nadziałam się na produkt gorszej jakości niż pudry drogeryjne (one przynajmniej nie "kamienieją").

      Usuń
  2. Kurczę, zaczynając czytać tego posta miałam nadzieję, że opinia będzie jednak pozytywna, w myśl zasady, że jak drogie, to dobre. A tu klapa. Przykro mi, ja bym się wkurzyła :) suchego pudru w ogóle się wystrzegam, bo nie trafiłam jeszcze na taki, co zamiast ubrzydzać upiększa, ale jeśli coś kiedyś, to ceną nie będę się kierować. A najlepiej to poradzę się Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś przez ostatnie lata zauważyłam, że luksusowe marki coraz mniej starają się jak kiedyś, tworzyć produkty najwyższej jakości. Teraz po prostu płaci się za nazwę i piękne sklepy na najdroższych ulicach świata. Iwona, a jest coś takiego jak mokry puder? ;) Kiedyś myślałam, że znalezienie dobrego dla mnie kremu BB czy podkładu graniczy z cudem ale swoje typy już mam. Natomiast na idealny puder jeszcze nie trafiłam i to chyba trudniejsze niż mi się początkowo wydawało. Ok, jeśli tylko będziesz miała jakieś pytania, to wal jak w dym :) A jeszcze co do zasady, że jak drogie to dobre - w moim przypadku jest wręcz odwrotnie. Nie mam żadnego kosmetyku znanej luksusowej marki, który by mnie zachwycił.

      Usuń

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty