20 lipca 2016

Etude House Dreaming Swan Eye & Cheek


Lubicie produkty wielozadaniowe? Ja tak. Mało tego, mam słabość do róży. Kiedy firma Etude House wypuściła kolekcję "Dreaming Swan", nie wywołała ona we mnie jakiegoś szczególnego entuzjazmu. W końcu ile można się zachwycać księżniczkowatymi, pastelowymi produktami? Tym razem opakowania ozdobiły ilustracje Kerrie Hess, Australijki która współpracowała z magazynami takimi jak Vogue, czy Harper's Bazaar. Największą popularnością cieszyły się róże do policzków, więc sama zdecydowałam się sięgnąć po jeden z nich. Czy okazał się hitem, czy tylko średnim produktem w ładnym opakowaniu? O tym poniżej.



Róż, który dla siebie wybrałam, to #05 en haute pink. W tekturowym pudełeczku znajduje się aluminiowy słoiczek, który mieści 9 g produktu. Każdy róż ma inne ilustracje i inne tłoczenia. We wszystkich znajdują się folijki ochronne i puszki. Puszek jest cudny - przyszyto do niego wstążkę zakończoną kokardką i materiałem przypominającym ten od tutu baletnic. Jest mięciutki i pięknie wygląda, ale nie odważyłabym się go używać. Jedyne, co mogę zarzucić opakowaniu, to schodząca farba w miejscu, w którym zakręca się słoiczek. Nie widać tego na zdjęciach, więc musicie mi uwierzyć na słowo.



Producent obiecuje, że dzięki zawartej w różu pudrowej bazie, powinien zakrywać pory i dawać efekt ładnego rozmycia. Brzmi ciekawie, szczególnie dla osób z tłustą skórą. Ja takowej nie posiadam i nie zauważyłam żadnego przesuszenia na policzkach. Wydaje mi się więc, że jest to produkt dla każdego, bez względu na typ cery.



Wybrany przeze mnie kolor jest ciepło-różowy, ze złotymi drobinkami. (Niektórzy porównują go nawet do różu Nars w odcieniu Orgasm). Na szczęście mój egzemplarz nie jest brokatowy, a drobinki nie wyglądają tandetnie. Powiedziałabym, że wykończenie ma raczej satynowe. Jest dość mocno napigmentowany, więc trzeba uważać żeby z nim nie przedobrzyć. Ma jedwabistą konsystencję, dzięki czemu nie osypuje się i łatwo się go rozciera. Na policzkach wytrzymuje cały dzień.



A jak sprawuje się jako cień do powiek? Praktycznie tak samo. Przez to, że odcień jest dość intensywny, nie trzeba się bawić pół dnia, żeby był widoczny. Nawet na moich tłustych powiekach trzyma się więcej niż 8 godzin.

Jak widać i ja dałam się zauroczyć tym różem. Naprawdę trudno jest się do czegokolwiek przyczepić. Oprócz tej schodzącej farby jedyny dodatkowy mankament, jaki przychodzi mi do głowy, to brak lusterka. Chociaż przyznam, że mi ono nie jest potrzebne i nie robi mi różnicy, czy ono tam jest czy go nie ma. To świetny, dwuzadaniowy kosmetyk o naprawdę urokliwym odcieniu. Nie sprawia żadnych problemów przy aplikacji, ani podczas noszenia i ma całkiem przystępną cenę. Z drugiej strony nie jest to produkt, który wg mnie każda kobieta powinna mieć. Jest wiele tańszych, pięknych róży które są dużo łatwiej dostępne. Ten niestety będzie Wam trudno upolować. Pochodzi z limitowanej edycji i większość odcieni została już wyprzedana. Rozumiem czemu okazała się takim hitem.


Mieliście już jakieś róże Etude House? Podoba się Wam taki nieco infantylny wygląd kosmetyków kolorowych?

4 komentarze:

  1. Czasem lubię wielozadaniowe produkty, czasem nie. Czasem sama używam produkty w taki sposób, jaki uznam za stosowny - nie ważne jest oryginalne zadanie do wykonania jakie produkt miał ;-) Nie mniej jednak moje podejście do opakowań jest w przypadku koreańskich kosmetyków niejakie - po prostu pasują mi do nich :-) Z resztą, wystarczy popatrzeć na opakowania wielu marek zachodnich, które mają kartonowe opakowania z masą obrazków i sprzedają się na pęczki :-) Koncept różu bardzo mi się podoba, bo oddaje klimat, który chcieli uzyskać a ilustracje są świetne :-) Cieszę się, że się sprawdził :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli formuła na to pozwala, to też nie widzę problemu żeby użyć tego w inny sposób :) Mnie najpierw zachwycały koreańskie opakowania, po prostu były inne od tego, do czego przywykłam. Teraz już mi emocje mocno opadły w tej kwestii. Wolę jednak nieco skromniejsze opakowania. Z drugiej strony najważniejszy jest dla mnie sam produkt. Jeśli można go bez problemu wydobyć z opakowania, nie rozpada się w rękach, to obecnie nie jest już dla mnie tak ważne to, jak wygląda :)
      Akurat te opakowania jak na Etude House i tak są dość minimalistyczne i skromne :D

      Usuń
    2. Dokładnie :-) Przyznam się, że mnie też opakowania zainteresowały, ale bardziej te eleganckie. W sumie mało miałam tych cukierkowo - uroczych :-) Trzeba jednak przyznać, że sporo produktów ma dobrą jakość i przyjemnie się je użytkuje. Za dużo osób w kwestii koreańskich produktów popada w skrajności :-)

      Usuń
    3. O, dokładnie o to mi chodziło. Ale też i produkty koreańskie bywają dość skrajne, jeśli chodzi o opakowania. Staram się jednak przemóc od czasu do czasu, bo właśnie Etude House miewa naprawdę dobrą kolorówkę w dość atrakcyjnych cenach.

      Usuń

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty