01 sierpnia 2016

Kilka słów wstępu na temat kosmetyków samorobionych - część II


Dziś mam dla Was kolejną i ostatnią już część wpisu o kosmetykach robionych w domu. Zostało jeszcze parę kwestii, o których warto wspomnieć, żeby uniknąć ewentualnych problemów. Z pewnością nie uda mi się tu napisać wszystkiego, co bym chciała, ale mam nadzieję że chociaż te dość oczywiste informacje komuś pomogą. Tym, którzy przegapili mój poprzedni wpis polecam sprawdzić, co również jest ważne podczas tworzenia własnych kosmetyków.



Na co jeszcze należy zwrócić szczególną uwagę, zanim zacznie się robić kosmetyki samodzielnie?




Umiar w ilości dodawanych składników


Naszą naczelną zasadą powinno być - im prościej, tym lepiej. Bez dostępu do laboratorium nie jesteśmy w stanie stworzyć kosmetyku o składzie na 5 linijek. Niestety to jedna z tych rzeczy. w których przewagę mają koncerny kosmetyczne. Dlatego lepiej w swoich przepisach stosować najwyżej 2-3 ekstrakty roślinne i nie więcej niż 5 olejków eterycznych. Naprawdę, wrzucanie do domowej receptury całej masy składników nie wyjdzie nam na dobre. Lepiej dać czegoś mniej, niż za dużo. Szczególnie, że im więcej użyjemy różnych dodatków, tym mniej każdy z nich będzie działał, a ich ilość w kosmetyku zwykle nie powinna przekraczać 5%. Podobnie nie ma sensu mieszanie ze sobą 10 hydrolatów, olejów, czy maseł. Najlepiej zacząć od jak najprostszej receptury, a potem systematycznie ją ulepszać. We wszystkim jednak musi być jakiś umiar.





Sprawdzanie i regulowanie pH


Wszystko, co ma w składzie wodę wymaga sprawdzenia i uregulowania pH. Szokuje mnie to, jak wiele osób nie przywiązuje do tego wagi. Jest to niebywale ważna kwestia, bo od niej między innymi zależy stan naszej skóry. Oficjalnie podaje się, że prawidłowe pH ludzkiej skóry ma odczyn kwaśny od 3,5 do 5,5. Przy pH o wartości od 0 do 6 mówimy o odczynie kwaśnym, 7 - to odczyn neutralny, natomiast od 8 do 14 mamy już odczyn zasadowy. Nasza skóra nie ma tego samego pH na całej swojej powierzchni. Musicie się dowiedzieć jakie pH powinien mieć dany produkt, żeby nie zrobić sobie więcej krzywdy niż pożytku. To jednak nie wszystko. Są substancje, które żeby zadziałać, potrzebują odpowiedniego pH, lub stabilizatorów. Takie rzeczy też musicie sprawdzać przed zrobieniem swojego kosmetyku. Bez problemu można je znaleźć na stronie producenta.





Próba uczuleniowa


Wydawać by się mogło, że samodzielnie robione kosmetyki są w 100% naturalne (co akurat nie jest do końca prawdą) i nie mogą wyrządzić nam zaszkodzić. Oj mogą i to bardzo łatwo. Chociażby gdy włączymy do swojej receptury różne zioła, ekstrakty, olejki eteryczne itd. Wiele osób ma uczulenie np. na aloes, rumianek, lawendę, mleczko pszczele, lanolinę i inne. Jeśli macie skórę wrażliwą albo skłonną do alergii,  korzystacie z kwasów w swoich recepturach, koniecznie zróbcie sobie próbę uczuleniową. Wybierzcie w tym celu odpowiednie miejsce, np. za uchem lub od wewnętrznej strony łokcia. Na umytą i osuszoną wcześniej skórę nałóżcie niewielką ilość danego kosmetyku lub składnika, zmyjcie wacikiem nasączonym wodą i ponownie osuszcie. Pamiętajcie też aby w tym miejscu nie używać już żadnych innych kosmetyków (najlepiej to zrobić przed spaniem). Odczekajcie dobę. Jeśli po tym czasie nie pojawi się swędzenie, pieczenie, wysypka lub obrzęk, możecie spokojnie używać swojego wyrobu. Naprawdę warto poczekać te 24 godziny, bo zdarza się, że alergia lub podrażnienie nie pojawia się od razu.





Przechowywanie i konserwowanie domowych kosmetyków


Jeśli nie macie zamiaru dodawać do swoich kosmetyków żadnych konserwantów, to koniecznie przechowujcie je w lodówce. W innym wypadku mogą nie przetrwać nawet doby. Najlepiej robić niewielkie ilości, żeby nie trzeba było używać konserwantu. Niestety nie wszystkie kosmetyki wygodnie jest trzymać w lodówce. Za mocno gęstnieją, tężeją i trudno je potem wydobyć z opakowania. Trzeba czekać kilka godzin aż osiągną temperaturę pokojową. Nie zawsze jednak specjalny konserwant jest niezbędny. Czasem wystarczy użyć alkoholu. To w sumie kwestia bardzo indywidualna. Istnieją na rynku eko-konserwanty, które nie powinny zrobić nam krzywdy, ale to też zależy jaką mamy skórę. Osoby reagujące często alergiami skórnymi, nadwrażliwością na niektóre składniki z pewnością muszą bardziej uważać. W gruncie rzeczy w wielu domowych kosmetykach da się spokojnie ominąć stosowanie konserwantów. Przykładem może być wszystko, co robimy na bazie olejów i maseł. Wystarczy odrobina witaminy E i przez długi czas nie powinny zjełczeć. Inaczej sprawa się ma w przypadku jakiegokolwiek kosmetyku, w którego skład wchodzi woda lub np. hydrolat. Jak już wcześniej wspominałam, mamy wtedy dwie opcje do wyboru - albo musimy go przechowywać w lodówce, albo zakonserwować. Dlatego jeśli mamy zamiar zrobić sobie większą ilość danego kosmetyku, lub z jakiegoś powodu nie chcemy trzymać go w lodówce, lepiej sięgnąć po konserwant. Nie warto ryzykować, bo może się to skończyć wyrzuceniem tego, co zrobiliśmy do śmieci.


Olejki eteryczne również mogą pomagać w konserwowaniu kosmetyku. Warto zwrócić uwagę szczególnie na olejek tymiankowy, lawendowy, cynamonowy, rozmarynowy, oregano i z mięty pieprzowej. Jednak w kosmetykach samorobionych z reguły używa się ich w zbyt małych stężeniach, aby faktycznie przedłużyły ich świeżość. Lepiej je więc traktować jako wspomagający dodatek, niż konserwant.
Ważny jest również wybór odpowiednich opakowań. Gdy tylko formuła kosmetyku na to pozwala, najlepiej korzystać z opakowań typu air-less. Są szczelne i higieniczne. Bardzo dobre są też opakowania typu flip-top lub disc-top. Generalnie wszystko, do czego nie musimy wkładać palców, przedłuży żywotność naszego kosmetyku. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie możemy ich wykorzystać, wtedy najlepiej sięgać po opakowania z ciemnego szkła. Nadają się do wielokrotnego użytku, chronią przed działaniem słońca i łatwiej pozbyć się z nich zapachu olejków eterycznych.





Określanie terminu ważności


Od razu uprzedzę, że nie da się na 100% określić, kiedy kosmetyk robiony w domu się zepsuje. Można to jedynie mniej więcej przewidzieć, na podstawie informacji o poszczególnych składnikach. Przede wszystkim, gdy kupujecie półprodukty kosmetyczne, musicie mieć ich datę ważności podaną na opakowaniu przez dystrybutora. Druga sprawa, to określenie trwałości tego, co się już zrobiło. Gdzieniegdzie są podawane przewidywane terminy ważności różnych substancji i one też mogą pomóc, choć ponownie przypomnę że nie są one dokładne. Jeszcze inaczej to natomiast wygląda, jeśli dodamy do swojego kosmetyku konserwantu. Wtedy jego trwałość powinna znacznie się wydłużyć. Gdy wiemy już mniej więcej jakie terminy przydatności mogą mieć nasze poszczególne półprodukty, wybieramy zwykle ten z najkrótszym i to on wyznacza do kiedy powinniśmy zużyć nasz kosmetyk. Kiedy ja podam Wam w jakimś przepisie takie informacje, to na pewno będę skracała nieco daty ważności. A to głównie dlatego, że nie mogę nikomu dać gwarancji, że coś co u mnie przetrwało np. miesiąc, u Was też przetrwa tyle samo. Na wszelki wypadek zawsze wolę podać po prostu krótszy termin.
Najłatwiej sprawa wygląda z olejami i masłami. Jeśli tylko z nich korzystacie w swoim kosmetyku, to mogą z odrobiną witaminy E wytrzymać nawet pół roku. Niestety receptury na bazie wody, czy hydrolatu nie są już tak trwałe. Trzeba je konserwować albo trzymać niezbyt długo w lodówce. Nie wspominając już o kosmetykach stworzonych z produktów, które nadają się do jedzenia. W przypadku tych ostatnich data ich ważności oscyluje od doby do kilku dni.
A tak przy okazji, zauważyliście że nawet koncerny kosmetyczne nie potrafią do końca przewidzieć, kiedy ich kosmetyk naprawdę przestanie nadawać się do użytku? Mimo wielu badań, też nie są w stanie tego dokładnie określić. Rzadko jest tak, że po podanej przez producenta dacie ważności dany produkt od razu się psuje. Dlatego nie przejmujcie się tym tak bardzo. Kiedy parę razy zrobicie sobie ten sam kosmetyk w domu, będziecie wiedzieć przez jaki czas możecie go używać. Pamiętajcie tylko o higienie!





Rozpoznawanie zepsutych kosmetyków


Koniecznie należy zwracać uwagę na wszelkie zmiany zachodzące w kosmetykach robionych własnoręcznie. Jeśli zaczęły się rozrzedzać, pojawiły się w nich jakieś plamki, skroplenia, zmienił się zapach, lub kolor, należy natychmiast je wyrzucić. Używanie takiego skażonego kosmetyku może mieć dla nas bardzo złe skutki, takie jak np. pojawienie się wyprysków, alergii lub podrażnień. Lepiej nie ryzykować.




Mam nadzieję, że dwa ostatnie posty nie zniechęcą Was do robienia kosmetyków samodzielnie. Wbrew pozorom, nie jest to wcale takie straszne. Najważniejsze, to cały czas eksperymentować i zdobywać wiedzę, tak więc bawcie się dobrze i dużo czytajcie!



Źródła zdjęć: womendailymagazine.com, mamabee.com, chemistry.about.com, vital.de, healthycoconutoil.com, aromantic.co.uk, livingnorth.com, orangecityiowa.com.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty