12 maja 2013

O tym czego nie lubię w blogach kosmetycznych. Błędy i dziwne teorie.




Już dawno się odgrażałam, że wypluję z siebie całą żółć związaną z tym co dzieje się na blogach kosmetycznych. Drżyjcie i bójcie się, gdyż być może mowa również o Was! :P

A już tak całkiem serio, wiem że część z Was czeka na moje spostrzeżenia na ten temat, więc staram się tej obietnicy dotrzymać. Jako że zwykle piszę dość mało zwięźle, postanowiłam zrobić z tego jakby cykl postów. Przynajmniej nie zanudzę Was kilometrowym elaboratem. Żeby nie być gołosłowną najlepiej przejdę do rzeczy :) Na pierwszy rzut idą "Błędy i dziwne teorie".

Pod hasłem "błędy" rozumiem głównie błędy językowe. Skoro ktoś podejmuje się prowadzenia czegokolwiek w formie pisanej, to powinien się do tego przyłożyć - sprawdzać ortografię, literówki. Jest parę blogów, które lubię, ale ilość literówek powoduje, że czuję jakby notki były pisane w zbytnim pośpiechu i po prostu niechlujnie. Natomiast tolerancję błędów ortograficznych mam zerową. Obecnie w większości blogowych serwisów są do dyspozycji słowniki języka polskiego. Wiem, że często bywają omylne, ale podstawowe błędy poprawiają dobrze. Lubię kiedy widać, że ktoś dokładnie przemyślał i sprawdził to co napisał co najmniej raz.


Jest też parę określeń, których sensu kompletnie nie rozumiem, a są nagminnie wykorzystywane. Np. "pranie pędzli". Nie łatwiej by było napisać "mycie" albo "czyszczenie"? Pranie mi się kojarzy z wrzucaniem do pralki. A jak już ktoś tak bardzo się upiera, to niech chociaż będzie bardziej szczegółowy i napisze "piorę ręcznie" :D Kolejny przypadek, to używanie słowa "olejek" zamiast "olej". Firmy kosmetyczne też często popełniają ten błąd. Ja sama nie jestem alfą i omegą ale zanim coś napiszę, wolę to sprawdzić albo chociaż wybrać opcję, która jest najmniej błędna :P Takie przykłady można by pewnie mnożyć w nieskończoność. Jestem ciekawa co Wy wyłapałyście.

Blogi to również kopalnie wszelkiego rodzaju pomysłów i porad dotyczących pielęgnacji cery, włosów, i właściwie każdej istniejącej części ciała. Skoro pojawiają się porady, to muszą być też jakieś teorie, na podstawie których one powstają. Spora część z nich ma sens i nie jest wyssana z palca. Jednak niektóre mody pielęgnacyjne i pojawiające się wokół nich teorie mnie przerażają lub śmieszą. Mało tego, nie są w żaden sposób udowodnione naukowo. Nie mam nic przeciwko temu, jeśli komuś te porady pomagają ale wpieranie ich innym jako cudownego sposobu uważam już za lekką przesadę. Dlatego nie znajdziecie u mnie notek typu "jak poradzić sobie z...?". Nie jestem dermatologiem ani kosmetyczką i nawet po przeczytaniu całej sterty książek nie czułabym się na siłach żeby wymądrzać się na temat skuteczności OCMu lub innych domowych i tanich sposobów na zdrowszą cerę. Raz przytoczyłam mądre słowa innych osób na temat szkodliwości OCMu na swoim blogu i żałuję. Prawda jest taka, że Polki bardzo namiętnie szukają taniego sposobu-cudu na piękną cerę, szczupłą sylwetkę itd. Dlatego z uporem maniaka testują różnego rodzaju rozwiązania i mikstury, nie koniecznie znając prawdziwe potrzeby swojej skóry i za mało zagłębiając się w ewentualne efekty uboczne danego zabiegu. Jeśli na nie coś zadziała a na kogoś innego nie, bywa że nie chcą w to uwierzyć i za wszelką cenę bronią swojej metody pielęgnacji. Nie są w stanie znieść słów krytyki czy przyjąć innego punktu widzenia. A przecież jako blogerki kosmetyczne doskonale wiemy, że na każdego dana rzecz ma prawo działać inaczej.


Podsumowując, z takich głupot które ostatnio czytałam, nadal twierdzę że metoda OCM nie leczy tłustej skóry. Nie wierzę też w to, że Azjatki przez to że od dziecka unikają słońca, mają grubszą skórę, dzięki czemu nie borykają się z pękającymi naczynkami :D Naprawdę, czasem wystarczy poczytać odrobinę i to niezbyt skomplikowanych tekstów, zanim napisze się jakąś głupotę. Jako, że publikujemy to na własną odpowiedzialność, wypadałoby wiedzieć jak potem swoje teorie czy tekst obronić. Albo po prostu nie wpierać wszystkim czegoś, co działa głownie na nas. Jeśli czegoś nie wiemy na sto procent, to lepiej tego nie piszmy. Niestety niektórym z nas odbija sodówka i zaczynają się czuć jak guru w kwestii kosmetyków. Trochę pokory i racjonalnego myślenia nigdy nie zaszkodzi. :)    



Jestem ciekawa co Was w tych dwóch kwestiach wkurza i czy w ogóle Wam coś takiego przeszkadza.

Pozdrawiam,





Źródła z zdjęć: brainlesstales.com

64 komentarze:

  1. Błędy ortograficzne także mnie zniechęcają, nawet w oknie pisania posta są one podkreślane na czerwono, więc tym bardziej nie rozumiem, jak można ich nie zauważyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, zgadzam się! mi czasem coś umknie, ale wtedy otwieram podgląd i udaje mi się wyłapać to co wcześniej mi umknęło :) oprócz literówek i błędów ortograficznych drażni mnie jeszcze zła interpunkcja - np. nieskończona ilość wykrzykników czy wielokropek zamiast jednej ludzkiej kropki na końcu każdego zdania. Upierdliwa jestem na tym punkcie ;)

      Usuń
    2. nika88, właśnie to miałam na myśli :)

      katniewojt, mi też się zdarza i nie miałam na myśli pojedynczych błędów, tylko te robione nagminnie. A wielokropek to ja też akurat lubię :P

      Usuń
    3. mi chodzi o takie nagminne stosowanie wielokropka ;) czyli 5 zdań po sobie i w każdym wielokropek mimo, że powinna być pojedyncza kropka :) niektórzy też nie wiedzą, że wielokropek to 3 kropeczki i dają 10 lub więcej - chyba dla dramatyzmu :D

      Usuń
    4. To aż tak nie nadużywam jednak. A z tym dramatyzmem to pewnie masz rację :P

      Usuń
  2. Błędy się zdarzają każdemu :). Czasami nawet po kilkukrotnym sprawdzeniu tekstu znajdziemy w nim byki. Zdarza mi się zdziwić, że mogłam zbudować zdanie, którego składnia jest, delikatnie mówiąc, dziwna :D. Ale staram się pisać w miarę poprawnie.

    Pranie pędzli... Aż z ciekawości zajrzałam do swojego postu o Hakuro. No cóż, ja też "wyprałam" pędzel :D. Nie widzę sensu w dodawaniu, że zrobiłam to ręcznie - z prostej przyczyny: ja nie piorę w pralce, ja ją tylko zapełniam, resztę robi maszyna :D.

    Pamiętam twoją notkę odnośnie OCM. Ciekawość była silniejsza i niestety zapłaciłam za błędy. Ale mam nauczkę, żeby nie eksperymentować z domowymi sposobami pielęgnacji, szczególnie, gdy w grę wchodzi o twarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też piorę pędzle! Oczywiście ręcznie ;)))

      Usuń
    2. zoila, akurat takie błędy rozumiem. Naprawdę widać czy ktoś pisze niechlujnie czy nie.
      Hehe, to się uśmiałam z tym praniem. Wiem, że tego nie wyplenię ale strasznie mi to przeszkadza. U Ciebie jakoś przebolałam.
      A ja pamiętam, że byłaś wtedy jedną z niewielu osób, które krytykowały OCM :)

      Karotka, Tobie też wybaczam :P

      Usuń
    3. nie piorę pędzli ale zdarzają mi się inne błędy.

      Usuń
    4. Ja tam OCM nadal stosuję i nadal chwalę, robi mojej paszczy tylko dobrze (jakkolwiek to brzmi:P). Bloga nie prowadzę, pędzle myję, oczy mnie bolą jak widzę błędy w notkach... :)

      Usuń
  3. No..... Ja bym jeszcze kilka rzeczy dodała odnośnie ostatniego akapitu.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o! przykład do mojego komentarza :D

      Usuń
    2. A co! Bez przykładów ani rusz. :)

      Usuń
    3. tekashi, jestem ciekawa co :)

      katniewojt, hahaha!

      tekashi, ja też tego nadużywam.

      Usuń
    4. Chociażby post o naczynkach. Aż zaczęłam się zastanawiać, czy ze mną kurna coś nie tak i nie rozumiem co autorka ma na myśli. I jeszcze kilka innych rzeczy. :)

      Usuń
    5. To był killer. Ciekawe ile osób w to uwierzyło.

      Usuń
    6. Biorąc pod uwagę ilość pochwalnych i dziękczynnych komentarzy - sporo. :)

      Usuń
    7. No tak, w końcu blogerka to alfa i omega :P

      Usuń
  4. Dobra, przepraszam za błędy oraz wypranie pędzli T_T

    A poza tym to masz zdecydowanie rację, że szerzy się niechlujstwo językowe oraz brak rzetelności. Sama czasem mam obawy, czy ktoś właśnie w taki sposób nie odbiera tego co robię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twoje błędy mogę przymknąć oko, poza tym każdemu się zdarzają i chodziło mi raczej o totalne niechlujstwo.

      Usuń
  5. Błędy są rzeczywiście irytujące, ale jakoś tak się dziwnie składa że częściej wychwytujemy je u innych niż nie u siebie :) Ludzka rzecz, ale w nadmiarze strasznie drażni, zwłaszcza nieznajomość ortografii. Mnie najbardziej razi coś zupełnie innego - nie informowanie czytelników, że post/recenzja jest sponsorowana. Niby widać to na pierwszy rzut oka, więc co szkodzi dodać taką informację albo oznaczyć post tagiem "sponsorowany"? Przynajmniej widać wtedy, że autor traktuje poważniej czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O sponsorowaniu też napiszę, ale w innym poście :) Zgadzam się z Tobą w 100%.

      Usuń
  6. Olejku bym się nie czepiała - jest w uzusie od dawna.
    Szczególnie, że najczęściej pojawia się na blogach kosmetycznych w kontekście niewielkiej ilości :) Osobiście uważam, że lepiej brzmi np. określenie olejek eteryczny niż olej eteryczny. Zdrobnienie daje pewien pogląd na zużywane pojemności.

    A w temacie ortografii, składni czy interpunkcji jestem również bardzo krytyczna. Posty poprawiam zazwyczaj kilkukrotnie, już po zamieszczeniu. W fazie edytowalnej często nie widzę błędów, dopiero po opublikowaniu i przeczytaniu notki w oczy rzucają mi się niedoróbki. Najbardziej drażnią mnie powtórzenia i makaronizmy. Polacy nie gęsi - primo. A secundo - w google można wpisać słowo, dla którego szukamy alternatywy i "synonim", zazwyczaj jest w czym wybierać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, tego o pojemności jeszcze nie słyszałam :)

      Też poprawiam posty po ich opublikowaniu, bo zawsze wkradnie się jakiś błąd. Dokładnie, w końcu po coś jest słownik synonimów.

      Usuń
    2. nie ma czegoś takiego jak "olej eteryczny", tu nie chodzi o zdrobnienie tylko o poprawne używanie nazwy odnośnie danego produktu

      nazwę "olejek" stosuje się właśnie tylko i wyłącznie w przypadku olejków eterycznych, czyli lotnych substancji zapachowych pozyskiwanych z różnych części roślin, natomiast "olej" oznacza oleiste, ciekłe substancje, nierozpuszczalne w wodzie i pozyskiwane z roślin olejodajnych

      czyli jak w sklepie widzimy kosmetyk o nazwie "olejek do masażu", a w składzie ma np. olej ze słodkich migdałów to nazwa na etykiecie jest błędna i powinna brzmieć "olej do masażu", niestety błąd ten jest przyjęty przez firmy kosmetyczne i powielany przez większość ludzi

      Usuń
    3. No właśnie nie uściśliłam, ale pewnie uznałam, że zrozumiecie, że nie chodzi mi akurat o olejki eteryczne tylko te do masażu albo dodawane do kremów - np. olej arganowy.

      Usuń
    4. O, no proszę - nie byłam świadoma tej zasady z olejkiem eterycznym.
      Zawsze dobrze się czegoś nowego dowiedzieć :)

      Usuń
    5. Dokładnie, człowiek jednak uczy się całe życie :)

      Usuń
  7. Ja również szczerze nienawidzę błędów ortograficznych i stylistycznych! Wiadomo, że literówki zdarzają się każdemu i czasami, nawet sprawdzając tekst, nie wszystko się wyłapie. Ale warto przeczytać tekst przed publikacją. Najbardziej irytują mnie koszmarne i oczywiste błędy ortograficzne typu "podkłat" (serio!), czy rozdzielanie wyrazów w niestworzonych kombinacjach! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karotka, "podkłat" :D Dobrze, że tego nie widziałam. To pewnie na jakimś blogu nastolatki :P

      Cellulit i inne nieszczęścia, teraz to leżę i płaczę ze śmiechu :D

      Usuń
    2. Faktycznie, przebiłaś mojego ulubieńca! :D

      Usuń
    3. Póki co przyznaję "szczykawce" pierwsze miejsce :D

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Z jednej strony mi przykro, a z drugiej wcale się nie dziwię ;)

      Usuń
  9. Mnie martwi zanikająca umiejętność odmiany przez przypadki i wynikające z tego potworki w stylu "dwóm kobietą" itp. _^_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym właśnie zapomniałam, a zdarza się to nagminnie.

      Usuń
  10. o tak, to o skórze, naczynkach i związku z unikaniem słońca też mi się rzuciło w oczy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiesz, że wszystko co złe jest spowodowane wystawianiem skóry na słońce? :P

      Usuń
    2. nie zaprzeczę, że na pewno dużo złego, ale kaman, niektóre teorie nawet mnie osłabiają;D nie można zapominać, że na wygląd skóry składa się też od-cholery-i-ciu-ciut innych czynników:)

      Usuń
    3. Dokładnie, dlatego dziwię się, że tyle osób się porywa na wymądrzanie się.

      Usuń
    4. Mnie też powaliła teoria na temat grubszej skóry od braku słońca. Oczywiście gdyby Azjatki nie stosowały filtrów SPF 50 PA+++ miałyby cienką, suchą, naczynkową cerę jak Europejki xD Lubię czytać Azjatycki Cukier i nie twierdzę że ochrona przeciwsłoneczna nie jest ważna, ale ta dziewczyna ma skłonność do przeceniania wszystkiego co praktykują kobiety w Azji.

      Usuń
    5. Też mi się wydaje, że ten zachwyt wszystkim co azjatyckie nie do końca jest kontrolowany ;P

      Usuń
    6. Mi się wydaje, że brak wystawiania skóry na słońce (taki total, że właściwie filtr 25h na dobę ;)) spowodowałby raczej, że skóra zrobiłaby się właśnie bardzo, ale to bardzo CIENKA. No bo, na Bogów, jednak wit. D jest potrzebna, jakby nie patrzeć, no i można się też nabawić chorób od niedoboru, a nie tylko od nadmiaru promieni słonecznych.
      A'propos filtrów, to też nie czaję jednej rzeczy... Filtrów się używa, żeby się chronić przed starością (nieuchronną, tak przypomnę na wypadek, gdyby ktoś sobie wyobrażał, że filtr to kamień filozoficzny), czy przed rakiem? Bo na pierwsze, to dobra, chroni. Ale na to drugie, to za uja nie :D

      Usuń
    7. dobre filtry chyba minimalizują ryzyko czerniaka? W sumie się nie znam na tym, ale z racji mojego "upieprzykowienia" dermatolog zaleciła mi umiarkowane korzystanie ze słońca i tylko z filtrami?

      Usuń
    8. Seraphase, też tak uważam. Do wszystkiego trzeba podchodzić z umiarem i dystansem. Filtry ani żaden inny kosmetyk nie są remedium na całe zło.

      caryca, dobry filtr nie jest zły, ale jak pisała Seraphase nie jest kamieniem filozoficznym.

      Usuń
  11. Jestem tylko czytelniczką, nie mam bloga. Nie lubię kiedy ktoś, pisząc recenzję np. podkładu, pomadki czy cienia pokazuje TYLKO i wyłącznie tzw swatche na dłoni.Dłoń to nie twarz/usta- inna skóra,faktura skóry. Moim zdaniem to bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat robię swatche tylko na dłoni, bo i tak uznaję, że każda z nas różni się kolorem skóry czy odcieniem ust i to i tak nie bardzo ma sens. Poza tym mam kiepski aparat i nie jestem w stanie zrobić sobie nim żadnego sensownego zdjęcia, które dawałoby więcej niż swatch na ręce. Także z góry przepraszam.

      Usuń
  12. Ja także jestem tylko czytelniczką, ale faktem jest, że część blogerek popełnia różnego rodzaju błędy - te ortograficzne i interpunkcyjne najbardziej rzucają się w oczy. Może nie powinno tak być, ale dla mnie to oznaka niechlujstwa i niepoważnego traktowania swoich czytelników - nie lubię, gdy ktoś robi coś "na pół gwizdka", a tak to właśnie wygląda.. Nie twierdzę, że każda blogerka powinna skończyć filologię polską i posługiwać się idealną polszczyzną, ale jeśli porywamy się na prowadzenie bloga, to róbmy to dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to również oznaka niechlujstwa, ale ja jestem z natury dość pedantyczna. Masz 100% racji :)

      Usuń
  13. Ach, ile w tym prawdy! :) Chociaż każdemu zdarzają się pomyłki, nawet czytając swój tekst któryś raz, po prostu przestajemy je zauważać. Co do "rewelacji" blogowych, to całkiem niedawno na jednym z popularnych blogów napisałam komentarz, który był uprzejmy, jednak dałam w nim do zrozumienia, że coś jest niezłą przesadą i uważam to za głupie. Oczywiście komentarz się nie ukazał, mimo że wcale nie był obraźliwy... Widocznie ktoś był przewrażliwiony na punkcie swojej zajebistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...ja mam akurat tak, że jak czytam 2 czy 3 raz, to właśnie więcej widzę.
      Najwidoczniej tak było jak napisałaś. Dlatego chyba najbardziej boję się u blogerek wpadania w samozachwyt.

      Usuń
  14. Mnie od zawsze rozpierdziela "ZAZDROŚĆ" jako przyczyna wszystkich niepochlebnych komentarzy. Masz żółte zęby, bo palisz papierosy od gimnazjum, ale jak ktoś napisze na ten temat, że są wybielające pasty itp., to nie, bo zazdrościsz mu tych zębów. BO JEST, KU*WA, CZEGO ZAZDROŚCIĆ. Zastanawia mnie czasami, jak tacy ludzie pokończyli szkoły, ale z drugiej strony teraz, żeby ukończyć szkołę, nie trzeba być specjalnie rozgarniętym.

    Druga rzecz - nie wiem kto, ale powinien dostać w papę, a jeśli to osoba po studiach, to powinni zabrać mu dyplom, napisał Anwen, że ta głupia EDTA schelatuje jej tą twardą do granic możliwości krakowską wodę wylewaną litrami na głowę. NIE WIEM dlaczego ludzie w to wierzą (znaczy wiem - bo są mało rozgarnięci) i nie rozumiem, czemu ona sama nie była (bo nie wiem, czy już zdjęła klapki z oczu) w stanie zrozumieć, że to głupota i jeszcze mi wciskała, że nie rozumiem jej notki. Napisała nową teorię względności i fakt, mogłam nie zrozumieć.
    Chyba, że wyczytała to sama gdzieś w internecie (owszem, EDTA zmiękcza wodę... ale w proszkach do prania i płynach zmiękczających (nomen omen)) i tak to zinterpretowała... No cóż... Chyba warto było skończyć chemię, żeby mieć bardziej poukładane w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka nasza polska cecha :P

      I to mnie właśnie najbardziej przeraża - samozwańcze specjalistki od urody...Ja zostawiam tą kwestię osobom bardziej kompetentnym.

      Usuń
  15. Błędy ortograficzne też mnie denerwują, ale ostatnio zauważam u siebie większą tolerancję. Chyba dlatego, że czytam kilka blogów osób z dyslekcją.

    Co do teorii kosmetycznych... szczerze mówiąc, nie zwracam na nie uwagi. Za bardzo. O OCM czytałam z pewną fascynacją, ale żadna siła nie zmusi mnie do nakładania czegokolwiek tłustego od szyi wzwyż. Nie i już.
    A o grubszej skórze pierwsze słyszę... ale teoria genialna. Tylko po co im w takim razie te kremy z SPF 30+?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dysleksją" ;) Nie mogłam sobie darować, skoro już o błędach jest ten post.

      Tłuste czy nie tłuste, wbrew pozorom może być ok i dobrze zmywać, tylko przede wszystkim nie spełnia swojej rzekomej cudownej funkcji, czyli nie poprawia stanu cery.

      No właśnie przez to, że używają ich od dziecka, mają grubszą skórę :D

      Usuń
  16. Post troszke stary ale i tak nie umiem sie powstrzymać aby nie zostawic tu komentarza ;). Jestem z wykształcenia kosmetologiem i od jakiegoś czasu przyglądam sie blogom kosmetycznym, a od niedawna sama takze prowadze bloga. Przerażają mnie nie raz błedne informacje i rady blogerek na temat pielęgnacji cery... niestety kazda cera jest inna i na każdego co innego działa. wiekszość osób ma cere meiszaną a ta potrafi być w wielaki sposób rózna... tłusta z suchą, tłusta z normalną, tłusta z wrażliwą i sucha itp itd .. Mogłabym pisac i pisać ale nie w tym rzezc w każdym razie Twoje spostzreżenia w tym keirunku sa bardzo słuszne :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dokładnie tak jak piszesz. Mało tego, większość osób by chciała znaleźć jeden magiczny kosmetyk, który rozwiąże wszystkie ich problemy. A tak się niestety nie da. Ja się na kosmetologii ani dermatologii nie znam, jestem kompletnym laikiem. Dlatego nigdy nie odważyłabym się mianować siebie wyrocznią w tego typu tematach. Dziwię się, że innym przychodzi to tak łatwo i to szczególnie dotyczy osób, które powielają jakieś dziwne informacje. Dlatego cieszy mnie gdy pojawia się coraz więcej blogów, które obalają różne kosmetyczne mity i robią to fachowo i obiektywnie.

      Usuń

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty