
Jedną z codziennych czynności, których najbardziej nie lubię jest chyba suszenie włosów. A to głównie dlatego, że są cienkie, lubią się puszyć i kręcić kiedy pada deszcz i jest wilgotno. Każdy włos wywija mi się wtedy w inną stronę.
Przyszło w końcu lato, czyli okres kiedy najtrudniej jest opanować to co mam na głowie. Perspektywa suszenia ich około 20 minut na okrągłej szczotce w upały, w łazience która nie ma okna nie była zbyt miła. To mnie zdopingowało, żeby wreszcie zdecydować się na trwałe prostowanie włosów.
Minął tydzień od zabiegu, więc przyszedł czas na pierwsze wrażenia. Postaram się Wam mniej więcej opisać i pokazać jak to wyglądało w moim przypadku.
Na początek może mała dokumentacja tego, z czym mam na co dzień do czynienia. Tak wyglądają moje włosy bez suszenia ich suszarką. Są dość matowe, trudne do ułożenia w ładne loki. Jak widać odstają też małe włoski. Wiem, że można pewnie opanować tego typu fryzurę i doprowadzić ją specjalną pielęgnacją do ładu, ale to dla mnie za dużo zachodu.
Od dłuższego czasu suszyłam je więc na lokówko suszarce Phillipsa i wyglądały dużo lepiej. Włosy były gładsze, bardziej błyszczące i zdyscyplinowane. Jednak jak widać na poniższym zdjęciu, pod koniec dnia albo przy niewielkiej wilgoci od razu zaczynały się falować a nawet kręcić.
Skoro już wiecie z czym był problem, to teraz czas na opis zabiegu keratynowego prostowania włosów :) Przebiega on w następujących etapach:
1.Dwukrotne dokładne mycie włosów.
2. Wyuszenie ich suszarką.
3. Nałożenie keratyny na 10-20 minut.
4. Suszenie (u mnie od razu wsiąkła więc nie było potrzeby).
5. Prostowanie specjalną prostownicą.
Zabieg trwa około 1-3 godzin, w zależności od długości włosów. Zapach kosmetyków użytych do prostowania kompletnie mi nie przeszkadzał. Niestety opary, które wydobywają się przy nakładaniu i podgrzewaniu keratyny bardzo drażnią oczy, co nie jest przyjemne. Co jakiś czas niestety oczy mi łzawiły.
Zabieg nie niszczy włosów. Stają się po nim gładkie, sypkie i przepięknie lśniące. Jedyny minus to to, że są nieco oklapnięte. Podobno to mija po jakichś 2 tygodniach.
Ja prostowałam włosy w salonie Jean Louis David w Poznaniu. Opis zabiegu znajdziecie TU. Prawdopodobnie użyto na mnie kosmetyków marki Nouar. Cena to 449 zł. Na szczęście miałam dość sporą zniżkę. Inaczej pewnie bym się nie zdecydowała. Salon gwarantuje efekt prostych włosów na około 3 miesiące, ale podobno potrafi się on utrzymywać nawet do 6 miesięcy. Byłoby miło :)
Jedyny kłopot to pielęgnacja po zabiegu. Nie wolno używać kosmetyków z alkoholem i solą. Lepiej też unikać SLSów i niektórych silikonów. Genialny opis pielęgnacji po keratynowym prostowaniu włosów zrobiła eWeLa. Znajdziecie go pod TYM linkiem. Należy też pamiętać o nie spinaniu włosów. Mi się one odgniatają nawet po chwilowym podpięciu na czas mycia się pod prysznicem.
Obecnie nie muszę już używać czterech kosmetyków do włosów, niczego do ich wygładzania. Myję je jedynie szamponem Biovax z D-Panthenolem i ekstraktem z cynamonu, a potem używam odżywki Garnier Ultra Doux z olejkiem z awokado i masłem karité. Suszenie zajmuje mi mniej niż 5 minut.
Moje włosy dziś wyglądają tak.
Jak Wam się podoba? Ja jestem zachwycona. Wreszcie mycie i układanie fryzury trwa chwilę i nie jest już udręką. Mój portfel co prawda ucierpiał, ale włosy z pewnością na tym zyskały. Teraz tylko jestem ciekawa jak długo ten efekt się utrzyma.
Prostowałyście kiedyś włosy keratyną? Robiłyście to w salonie fryzjerskim czy samodzielnie w domu?
Pozdrawiam,
