27 lipca 2016

Kilka słów wstępu na temat kosmetyków samorobionych - część I


Co jakiś czas na blogu będą pojawiać się przepisy na kosmetyki i inne własnoręcznie robione specyfiki. Żeby uniknąć ewentualnych powtarzających się pytań, postanowiłam napisać post wprowadzający. Znajdziecie w nim podstawowe informacje o tym, na co wg mnie szczególnie należy zwrócić uwagę, zanim zacznie się samemu robić kosmetyki w domowym zaciszu.

Pozwólcie tylko, że najpierw wyjaśnię pewną kwestię. Spora część przepisów, którymi będę się z Wami dzielić, nie została przeze mnie wymyślona. Większość z nich po prostu pozmieniałam, bo np. miałam inne składniki albo chciałam żeby mój specyfik miał nieco inne właściwości. Nie jestem żadnym ekspertem, to moje hobby. (Dopiero zaczynam, więc też chętnie przyjmę wskazówki od Was). Nie zmienia to jednak faktu, że z przyjemnością podzielę się przepisami na kosmetyki, które u mnie się sprawdziły i do których wracam. Trochę się ich uzbierało, więc żeby już nie przedłużać, przejdę do sedna.





Na co należy zwrócić szczególną uwagę, zanim zacznie się robić kosmetyki samodzielnie?



Przechowywanie półproduktów


Wiele osób zupełnie się tym nie przejmuje, a przecież to jak przechowujemy składniki na swoje przyszłe kosmetyki wpłynie na to, czy i jak długo będziemy mogli ich używać. Jeśli producent zaleca, żeby produkt przechowywać w temperaturze pokojowej, to nie może być inaczej. Jeśli ma to być chłodne miejsce, to najlepiej schować dany składnik do lodówki. Nie powinno się też trzymać półproduktów kosmetycznych w nasłonecznionym miejscu. Generalnie chodzi o to, żeby dość sztywno trzymać się zaleceń producenta. Zwykle takie informacje znajdują się na opakowaniach, a jeśli nie, to pewnie można je znaleźć na jego stronie internetowej. Natomiast jeśli nigdzie nie możecie znaleźć zaleceń, jak dany produkt przechowywać - najlepiej napisać do sklepu, w którym go zakupiliście. Bardzo często zamawiając z różnych źródeł możemy kupić produkt o tej samej nazwie, ale z innym zaleceniem przechowywania. Dlatego naprawdę ważne jest czytanie etykiet.





Przygotowanie składników do odpowiedniej temperatury 


Niektóre substancje mają to do siebie, że kiedy trzyma się je w lodówce, mocno gęstnieją i mętnieją. Trudniej się z nimi wtedy pracuje, albo w ogóle niemożliwe jest ich prawidłowe wymieszanie. Z tego powodu, koniecznie wyjmijcie niezbędne składniki swoich receptur z lodówki i potrzymajcie je kilka godzin w ciemnym miejscu, w temperaturze pokojowej. Przez ten czas nic im się nie stanie.
W Waszym interesie jest również, aby dowiedzieć w jakiej temperaturze powinny być dane składniki, żeby móc do nich coś dodać, albo je ze sobą wymieszać. Mam tu głównie na myśli m.in. podgrzewanie fazy wodnej oraz tłuszczowej i dodawanie do nich substancji aktywnych, wrażliwych na wysoką temperaturę.





Niezbędne akcesoria 


Oczywiście, żeby robić kosmetyki w domu, nie musicie od razu kupować połowy wyposażenia laboratorium. Spokojnie możecie mieszać półprodukty w miseczkach, kubkach i innych naczyniach. (Ważne jedynie, żeby były to naczynia przeznaczone tylko i wyłącznie do wyrobu Waszych kosmetyków, najlepiej szklane, oraz odpowiednio dezynfekowane). 
W co w takim razie warto zainwestować? Na pewno dobrze jest mieć wagę kieszonkową. Oczywiście znając wagę nasypową można sobie przeliczyć gramy na mililitry, ale waga zawsze będzie najbardziej dokładna. Szczególnie jeśli korzystamy ze składników sypkich, takich jak ekstrakty, kwasy, witaminy, etc. Warto kupić choć jeden lejek, łyżeczki miarowe (można je znaleźć np. w Ikea albo w Tesco) i termometr do mierzenia temperatury podgrzewanych surowców. Przyda się również spieniacz do mleka (najlepiej od razu zdjąć z niego sprężynkę, żeby generować mniej bąbelków powietrza), jakiś alkohol do odkażania (ale o tym później) i koniecznie papierki wskaźnikowe do pomiaru pH.





Higiena i bezpieczeństwo


Mam nadzieję, że nie muszę tu wspominać o czystym stanowisku pracy i myciu rąk? Jeśli trzeba, korzystajcie z rękawiczek ochronnych. Koniecznie dezynfekujcie pojemniczki i buteleczki, w których będą przechowywane gotowe kosmetyki, oraz narzędzia i naczynia, w których zamierzacie łączyć lub podgrzewać ze sobą różne substancje. To właściwie jedna z najważniejszych rzeczy. Inaczej kwestią czasu będzie pojawienie się skażenia mikrobiologicznego (bakterii, wirusów, pleśni lub drożdżaków). Co w takim razie zrobić? Najpierw umyć co się da płynem do mycia naczyń. Wszystko, co szklane zalać wrzącą wodą, zostawić do ostygnięcia, wylać ją i wysuszyć. Plastikowe opakowania natomiast najlepiej spryskać alkoholem etylowym lub izopropylowym (w stężeniu 70%) i poczekać aż się ulotni. Najlepsze są słoiczki i buteleczki z ciemnego szkła, ponieważ chronią składniki znajdujące się w kosmetyku przed fotodegradacją, nie przechodzą tak łatwo różnymi zapachami (np. olejków eterycznych) oraz łatwiej i skuteczniej można je wyczyścić. Opakowania plastikowe natomiast z reguły nadają się do użycia raz, maksymalnie kilka razy. Potem koniecznie trzeba je wyrzucić i zastąpić nowymi.
I już na koniec, należy koniecznie myć ręce przed używaniem jakichkolwiek kosmetyków, nie wkrapiać do nich wody i dokładnie zakręcać opakowania.





Sprawdzanie składników receptury 


Wielokrotnie, gdy natkniecie się na cudze receptury, będziecie mieli podane dokładne stężenia różnych substancji - ekstraktów, witamin, konserwantów, kwasów, alkoholu itd. Koniecznie sprawdźcie je przed jej odtworzeniem. Nie zawsze jest tak, że będziecie mieć dokładnie ten sam składnik od tego samego producenta. Stosując go w nieodpowiednim stężeniu możecie sobie zrobić krzywdę. Nie polegajcie jedynie na czyimś przepisie - jeśli Wasz półprodukt się czymkolwiek różni, zerknijcie na stronę firmy i tam szukajcie informacji, jakiej jego ilości możecie użyć. Gdy jej tam nie ma, napiszcie do producenta. W jego interesie jest pomóc Wam w tego typu kwestiach.
Nie musicie trzymać się sztywno cudzej receptury. Szukajcie odpowiednich dla swojej skóry zamienników danych półproduktów, eksperymentujcie. Pamiętajcie tylko, żeby robić to z głową. Jeśli nie jesteście czegoś pewni, albo boicie się, że jakiś składnik źle wpłynie na konsystencję lub właściwości kosmetyku, odpuście sobie. Nie od razu Rzym zbudowano!




To na razie tyle. Dla wielu z Was pewnie są to banały, ale wiem też że sporo osób nie ma o takich rzeczach zielonego pojęcia. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i komuś się te informacje przydadzą. Początkowo wszystko miało być w jednym poście, ale uznałam że dla niektórych może to być zbyt wiele, jak na początek. Wkrótce pojawi się kolejny wpis z tej serii.

Jeśli mielibyście ochotę jeszcze coś dodać, zapraszam do komentowania.



Źródła zdjęć: save.ca, ethiopiantaste.com, thesunkissedbrunette.com, izunpharma.com, itsallarsenal.blogspot.com, hatdot.com.

2 komentarze:

  1. Kusi mnie zeby zacząć robić swoje kosmetyki, bo drzemie we mnie natura chemika, ale troszkę sie obawiam, zeby nie zrobic sobie krzywdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może zacznij od ulepszania posiadanych już kosmetyków, o prostych składach, albo takich w których Ci czegoś brakuje? Nie ma się czego bać :) Wszystko jest dla ludzi. Wystarczy tylko stosować się do zaleceń.

      Usuń

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty