To był mój pierwszy krem BB. Kupiłam go zachęcona pozytywnymi opiniami i faktem, że jest dostępny w Polsce. Niestety wtedy przepłaciłam za niego prawie połowę, bo bałam się kupować za granicą. Jak się później okazało były też osoby niezadowolone z działania Misshy M Perfect Cover. Ponadto dowiedziałam się od pewnej Koreanki, że ten krem BB ma w jej kraju tyle samo zwolenniczek co przeciwniczek. Po tym co przeczytałam i usłyszałam mogę tylko wysnuć wniosek, że albo się go kocha albo nienawidzi. Opinie są raczej dwubiegunowe. Ja się wyłamię i powiem, że do dziś mam na jego temat mieszane odczucia. Ale o tym za chwilę :)
Moja cera:
Sucha z tendencją do błyszczenia się w strefie T i rzadkiego pojawiania się wyprysków.
Obietnice producenta:
Krem ten wyrównuje koloryt cery oraz bardzo dobrze pokrywa wszelkie niedoskonałości. Ponadto posiada filtry, ma działanie wybielające i przeciwzmarszczkowe, oraz nawilżające i odżywcze.
Sposób użycia:
Rozprowadzić odpowiednią ilość na skórze i wykończyć pudrem.
Opakowanie:
Klasyczne, bardzo proste, z wygodną i dobrze działającą pompką, całkiem precyzyjnie wyciskającą niewielkie ilości produktu. Bardzo porządne ale z drugiej strony niczym się nie wyróżnia. Jeśli szukacie czegoś bardziej oryginalnego, to polecam Lioele bądź Skin79, ale w końcu opakowanie nie jest najbardziej istotne ;) Moje ma pojemność 50 ml, ale można też kupić 20 ml.
Konsystencja:
Dość gęsta i oleista, ale bardzo łatwo się rozprowadza. Jest nieco wyczuwalna na skórze.
Kolor:
Mam odcień nr 21 Bright Beige. W Polsce możecie kupić jeszcze dwa inne odcienie - jaśniejszy nr 13 Milky Beige i ciemniejszy, nr 23 Natural Beige. Na Ebay'u również je dostaniecie (choć może się zdarzyć, że dostępne będą tylko nr 21 i 23). Na oficjalnej stronie z kolei jest ich pięć - dwa dodatkowe dla bardzo ciemnej karnacji. Poniżej zamieszczam ich zdjęcia. Jak widać królują znów różowe tony. Gdy sprawdzałam odcień swojego kremu trochę się przeraziłam, bo był strasznie jasny na ręce, ale po jakichś 10 minutach idealnie dopasował się do mojej cery.
Krycie i wykończenie:
Średnie do prawie pełnego. Pod tym względem wcale nie jest taki rewelacyjny. Na pewno nie zakrywa wszelkich niedoskonałości, ale w przeciwieństwie do masy innych kremów BB nie podkreśla prawie wcale suchych skórek. Wygląda nawet jakby je nieco nawilżał, przez co są mniej widoczne. Całkiem nieźle radzi sobie z sińcami pod oczami, ale część z Was może chcieć użyć jeszcze korektora. Bez pudru już po 4 godzinach strasznie się świeci. W ogóle uważam, że to jeden z bardziej świecących kremów BB jakie mam. Jeśli nie lubicie błysku na twarzy, to użyjcie pudru albo wybierzcie inny krem.
Trwałość:
Niestety po około 5-6 godzinach robi się trochę ciemniejszy, ale twarz nie wygląda na zmęczoną.
Zapach:
Bardzo intensywny, pachnie trochę jak perfumy i długo utrzymuje się na twarzy. Wydawało mi się na początku, że będzie mi się to podobało i nie będzie mnie irytować (lubię jak kremy pachną, nie jestem przewrażliwiona na tym punkcie). Niestety przez ponad pół dnia czułam jego zapach na twarzy i trochę mi to przeszkadzało. Osobom wrażliwym na zapachy i migrenowcom zdecydowanie odradzam.
Skład:
Podany na zdjęciu poniżej (żeby je powiększyć wystarczy kliknąć).
Plusy:
- bardzo ładnie dopasowujący się kolor i więcej niż jeden odcień do wyboru
- estetyczne i poręczne opakowanie
- wysoki filtr SPF 42/PA+++
- potrójne działanie, z którego kremy BB są znane - ochrona przed słońcem, działanie przeciwzmarszczkowe i wybielające
- całkiem dobre krycie i nie podkreślanie suchych skórek
- dostępny w Polsce (choć u nas jego cena jest zbyt wysoka)
- do kupienia za granicą za przyzwoitą cenę
- jest wydajny
- odpowiedni na każdą porę roku
Minusy:
- nie daje mocnego krycia
- zbyt mocny zapach
- bez pudru jego trwałość nie jest najlepsza
- może zapychać
- trochę za mocno się świeci
- czuć, że ma się coś lekko oleistego na twarzy
Opakowanie: 4,5/5
Zapach: 2/5
Wydajność: 5/5
Krycie: 4/5
Trwałość: 4/5
Ocena końcowa: 4/5
Jak już pisałam wcześniej, mam co do tego kremu mieszane odczucia. Lubię go używać, kiedy moja skóra jest wyjątkowo sucha, bo nieźle kamufluje tego typu problemy. Jednak z innymi niedoskonałościami mógłby radzić sobie lepiej. Szczególnie po tych wszystkich zachwytach, które słyszałam. Na pewno nie jest to mój numer jeden, ale też w sumie niewiele można mu zarzucić. Ponadto Missha M Perfect Cover ma bardzo wysoki filtr, który ponoć nie jest stabilny, ale jaki by nie był, to przynajmniej jest w tym kremie jakiś jego ślad. Co mi się ostatnio bardzo nie spodobało, to fakt że chyba zaczął mnie zapychać i po jego użyciu pojawia się na mojej twarzy więcej niedoskonałości. Może to przypadek, ale weźcie to pod uwagę :) Zdecydowanie nie poleciłabym tego kremu do cery tłustej. Nie zamyka porów, ani nie matuje, a dodatkowo z racji jego mocnego błysku moim zdaniem nadaje się jedynie do suchej lub bardzo suchej skóry. Może za jakiś czas moja opinia będzie bardziej ukierunkowana w którąś ze stron. Jeśli coś się zmieni, na pewno Was poinformuję.