26 października 2012

Moim okiem: O sztucznych rzęsach i nie tylko





Podobno jednym z najczęściej wybieranych kosmetyków, bez których kobiety nie mogą się obyć jest tusz do rzęs. Najlepiej żeby je pogrubiał, podkręcał i wydłużał. Modelki i aktorki na zdjęciach reklamowych lansują "efekt sztucznych rzęs", który zawdzięczają tuszowi marki X czy Y (czyt. grafikowi i makijażystce). Póki co głownie Wielka Brytania walczy z tego typu manipulacjami, tak jak to było w przypadku Rimmel czy Diora. Prawda jest jednak taka, że trzeba by chyba zakazać publikacji ponad 90% tego typu reklam, bo większość z nich nie pokazuje prawdziwego efektu jaki może danym tuszem osiągnąć zwykły śmiertelnik.


Jeśli mam być szczera, mnie to jakoś szczególnie nie drażni. W dobie photoshopowania i wygładzania wszystkich ludzkich niedoskonałości po prostu do tego przywykłam i traktuję to z przymrużeniem oka. Bardziej martwi mnie, że tyle kobiet chce, żeby ich rzęsy wyglądały jakby były sztuczne. Wiem, że oczy wydają się wtedy większe. Wiem też, że krótkie i rzadkie rzęsy są dla sporej części kobiet zmorą, ale samym tuszem też można co nieco zdziałać. Podejrzewam, że tym postem podpadnę części z Was, bo wiem że lubicie tzw. "firanę rzęs". Jednak mimo wszystko chętnie o tym podyskutuję :)


Noszenie sztucznych rzęs jest dla mnie sensowne w trzech przypadkach: sesji zdjęciowej, makijażu scenicznego, telewizyjnego lub filmowego oraz imprezowego. Ten ostatni raz na jakiś czas, rzecz jasna. (Chociaż przyznam, że z tym ostatnim mam trochę problem.) Ze zgrozą przypominam sobie moje trzy koleżanki z liceum, które dzielnie męczyły się każdego dnia z tym całym ustrojstwem. Tak bardzo chciały się podobać, a koledzy się z tego śmiali. Czy mówimy o liceum, czy nie, nie ma to żadnego znaczenia. Źle założone lub nieumiejętnie dobrane sztuczne rzęsy widać na kilometr, a efekt jest odwrotny od zamierzonego. Poza tym nie uwierzę, że faceci tego nie widzą i wierzą, że istnieją kobiety o tak nienaturalnie bujnych rzęsiskach.

Wspomniane przeze mnie wczesniej koleżanki nie są jedynym takim przykładem. Często widuję na ulicy dziewczyny, których rzęsy kojarzą mi się ze Snuffy'm z Ulicy Sezamkowej.


Takich widoków nie spotyka się jedynie wieczorem, w okolicach weekendu. Według mnie wygląda to na żywo mniej więcej tak:


Podoba się Wam to? Mi wcale...Uważam, że jeśli ktoś już chce zagęszczać sobie rzęsy (obojętnie czy u kosmetyczki czy przy pomocy sztucznych rzęs), powinien pamiętać o umiarze. Najlepiej żeby efekt był naturalny, a nie teatralny lub jak u transwestyty. To ma być tylko taka iluzja, że nasze własne rzęsy są dłuższe i bardziej gęste niż w rzeczywistości. W tej kwestii odsyłam Was do osoby, której się to świetnie udało, czyli do Atqi. Patrzcie i uczcie się jak to zrobić, żeby sztuczne rzęsy wyglądały estetycznie i nienachalnie.


Jakiś czas temu sama bawiłam się ze sztucznymi rzęsami. Byłam ciekawa jak to będzie u mnie wyglądać. Okazało się, że to wcale nie takie proste. Pierwszy komplet jaki maltretowałam, to numer #04 Vivid long, marki Etude House.



Podobno skrzyżowane włoski miały wyglądać naturalnie. A guzik. Gruby czarny pasek trudno było powyginać i precyzyjnie przykleić do powieki. Rzęsy w niektórych miejscach były krótsze niż moje naturalne, co dawało dość dziwny efekt. Jedyne co było dobrze pomyślane, to klej, który w zakrętce miał krótki wystający kikut. Świetnie się tym smarowało pasek od rzęs.

Następne i ostatnie rzęsy, które postanowiłam przetestować były marki Fräulein3°8, numer 049. Wizualnie zapowiadały się całkiem ciekawie. Praktycznie też, bo pasek był już cieńszy, nie musiałam ich przycinać i wydawały się takie delikatne. Wyglądały dość naturalnie.



Przyklejanie ich poszło mi dużo lepiej ale znów efekt na mnie był dość komiczny. Mam opadające powieki, a te rzęsy są dość długie, w związku z czym ich koniuszki dotykały mojej skóry. Dziwne i irytujące uczucie. Może u kogoś innego by się sprawdziły.

Rzęsy przyklejałam słynnym już klejem Duo, w wersji przezroczystej.


Nie powiem, żeby zrobił on na mnie jakieś piorunujące wrażenie. Trudno z nim nie przedobrzyć, a jeśli już się to zrobi, wszystko jest zapaćkane na biało. Producent twierdzi, że klej jest gotowy do użycia po około 30 sekundach. Ja miałam wrażenie, że już po kilku trzeba było szybko przyklejać rzęsy, bo inaczej by zasechł. Ponadto gdy tylko coś majstrowałam przy oczach, od razu zaczynały łzawić, a wtedy klej puszczał. Odrywanie go z rzęs też nie jest proste. Dzięki temu obie pary straciły kilka włosków. Całe szczęście, że i tak nie zamierzałam ich więcej zakładać.

Nie wiem, może moje oczy się nie nadają do noszenia sztucznych rzęs. Albo mam po prostu do tego dwie lewe ręce, co też jest bardzo możliwe. Jakoś z tego powodu nie cierpię. Wystarczy mi dobry wodoodporny tusz i wcale nie musi dawać efektu sztucznych rzęs. Ja tego typu wynalazkom mówię nie.

Co myślicie o na ten temat? Lubicie sztuczne rzęsy? Często je nosicie?

Pozdrawiam,


 



Źródło zdjęć: pl.oriflame.com, sesameworkshop.org

Podobne wpisy

Podobne posty

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia