24 stycznia 2017

Masło do rąk i paznokci - wybawiciel na zimę


Moje dłonie były jakiś czas temu w okropnym stanie. Niby nie było strasznych mrozów i używałam systematycznie swojego sprawdzonego kremu do rąk, a i tak skóra mi na nich wyschła na wiór. Mało tego, zaczęło mi się pojawiać zaczerwienienie na kostkach i coś w rodzaju egzemy. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio było z nimi aż tak źle. Chyba tylko wtedy, kiedy wiele lat temu pracowałam jako kasjerka i musiałam przecierać taśmę, na której przesuwają się zakupy klientów, jakimś strasznie wysuszającym i odkażającym płynem. Wtedy było nawet gorzej i tylko w weekendy, kiedy nie pracowałam, miałam szansę zregenerować skórę dłoni. Pamiętam do dziś, jak w każdej wolnej chwili od pracy, czy na uczelni (w te nieszczęsne weekendy) smarowałam co chwila ręce jakimś kiepskim kremem z gliceryną i parafiną. Nawet moje bułki jedzone w przerwie od pracy i wykładów miały smak kremu do rąk. Fuj!

Postanowiłam więc znaleźć jakieś treściwe i mocno odżywcze mazidło do rąk, którego mogłabym używać na noc. Warunkiem koniecznym była lanolina, na której bardzo mi w tego typu recepturze zależało. Ten niepozorny wosk bowiem świetnie przenika wgłąb skóry, ma podobny skład do jej warstwy lipidowej i pomaga pozbyć się szorstkości i przesuszenia. Kolejnym warunkiem była prostota i mała ilość użytych składników - wtedy każdy z nich ma większą szansę, żeby zadziałać. Nie chciałam nie wiadomo jak wymyślnego kremu, tylko tłuściocha, który będzie się długo wchłaniał i pracował, kiedy ja będę sobie smacznie spać. Ostatecznie mój wybór padł na masło do rąk i paznokci z książki Stephanie Tourles, "Domowe receptury na naturalne kosmetyki". Nie jestem jej jakąś wielką entuzjastką, ale uważam że od każdego można się czegoś nauczyć. Szczególnie, jeśli podaje dobre i sprawdzone proporcje składników. Resztę mogę sobie sama wedle życzenia zmieniać. Tu akurat nie kombinowałam za bardzo - starałam się na ile się da zastosować do przepisu autorki. Zrobiłam masło z połowy podanych składników, dodałam od siebie witaminę E (której nie wiem czemu tam zabrakło), bo jest świetnym konserwantem w kosmetykach bez wody. Nie użyłam też wszystkich sugerowanych olejków eterycznych. Wybrałam takie, które wiem że najlepiej się u mnie sprawdzają w pielęgnacji przesuszonej skóry.

Z powodzeniem można tego mazidła używać jako kremu do stóp, na spierzchnięte usta, szorstkie kolana, czy łokcie. Autorka książki twierdzi też, że można je stosować na świeże skaleczenia i zadrapania. Aż tak daleko bym nie szła, i Wam też radzę tego nie robić, ale oczywiście zdecydujecie sami. Jest również napisane, że należy zużyć masło w ciągu roku. Oczywiście jeśli użyjecie świeżych składników, będziecie pilnować higieny i odpowiedniego przechowywania, to jest duża szansa, że ono tyle przetrwa (chociaż bez witaminy E, to nie koniecznie), ale wg mnie lepiej na wszelki wypadek skrócić ten czas do 6 miesięcy.


Masło do rąk i paznokci 
  • 2 łyżki oleju migdałowego
  • 1 łyżka masła kakaowego
  • 1/2 łyżki lanoliny
  • 1/2 łyżki wosku pszczelego
  • 0,5 ml witaminy E
  • 25 kropli olejków eterycznych (dałam 9 kropli olejku z nasion marchwi, 8 kropli olejku z mięty pieprzowej i 8 kropli olejku geranium)*

Podgrzać wszystkie składniki oprócz olejków eterycznych w kąpieli wodnej, aż do ich rozpuszczenia. Wymieszać.

Gdy temperatura kosmetyku spadnie do około 35°C, wmieszać witaminę E i olejki eteryczne. Ponownie wymieszać.

Przelać do opakowania i odstawić na 12 godzin. Kosmetyk powinien mieć konsystencję pasty.

Najlepiej stosować na noc i założyć bawełniane rękawiczki.

Przechowywać w temperaturze pokojowej do 6 miesięcy.

*Autorka proponuje użycie olejków eterycznych z mięty pieprzowej, nasion marchwi, rozmarynu, geranium, cytryny lub grejpfruta.


Jak widać w tytule, masło to okazało się moim wybawicielem w okresie zimowym. Nawet nie mam ochoty szukać innej receptury (chyba, że na codzienny krem do rąk, który szybko się wchłania). Byłam dość sceptycznie nastawiona do tego kosmetyku. Sądziłam po prostu, że będzie potrzebował dużo więcej czasu, żeby zadziałać. Jednak ku mojemu zdziwieniu, już po pierwszej nocy przyniósł moim dłoniom niebywałą ulgę. Jest to tylko dowód na to, że czasem warto zapomnieć o skomplikowanych recepturach i docenić też te proste. Polecam spróbować, jeśli potrzebujecie czegoś cięższego kalibru.


Jeśli przegapiliście moje poprzednie wpisy, to polecam przeczytać Kilka słów wstępu na temat kosmetyków samorobionych - część I i Kilka słów wstępu na temat kosmetyków samorobionych - część II.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do komentowania :)
Na Wasze komentarze odpowiadam zawsze na swoim blogu.
Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpisanie się.

Proszę nie zostawiać wulgarnych komentarzy lub mających na celu autopromocję blogów, stron personalnych oraz informacji o konkursach, ponieważ będą one usuwane.

Podobne wpisy

Podobne posty