09 maja 2012

Salt of The Earth Deodorant Travel






Swego czasu był wielki boom na dezodoranty w krysztale. Jednak jakoś wtedy zupełnie mnie to ominęło. Później nie bardzo wiedziałam który z nich wybrać. W końcu padło na Salt of The Earth.

Na początek kupiłam wersję travel, żeby sobie ją sprawdzić i nie męczyć się zbyt długo jeśli coś nie wypali. Skład i sam produkt wyglądał bardzo zachęcająco. Testowałam go głównie w okresie zimowym. Czy zagości u mnie wiosną i latem? Tego dowiecie się poniżej :)



Obietnice producenta:
Salt of The Earth jest to w 100% naturalny preparat, w odróżnieniu od zwykłych dezodorantów nie maskuje nieprzyjemnego zapachu ciała, ale uniemożliwia rozwój bakterii, które go powodują. Naturalna warstwa soli mineralnych zapobiega namnażaniu się bakterii, zapewniając niezwykłą ochronę przez cały dzień.

- nie blokuje porów
- nie zawiera aluminium oraz parabenów 
- bezwonny - dzięki czemu nie będzie kolidował z Twoim ulubionym zapachem
- działa bakteriostatycznie - hamując zapach który powstaje w wyniku działalności bakterii
- nie posiada lepkiej czy tłustej konsystencji, dzięki czemu nie pobrudzi ubrania, nie zostawia też białych plam ani przebarwień na odzieży
- długotrwały- niezwykle wydajny
- unisex
- nie zawiera SLS/SLES, glikolu propylenowego, silikonowych lub syntetycznych zapachów
- nie testowany na zwierzętach
- nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego
- produkt wegański
- nadaje się dla kobiet karmiących piersią

Sposób użycia:
Najlepiej używać po kąpieli lub prysznicu. Wystarczy zastosować na wilgotną skórę lub zwilżyć kryształ za pomocą wilgotnych palców.
Można stosować go zarówno pod pachami jak i na stopy.
Nie stosować na uszkodzoną skórę.
Po użyciu należy zabezpieczyć powierzchnię kryształu.

Uwaga! Nie należy zwilżać kryształu bezpośrednio pod wodą. Utrzymanie produktu w suchych warunkach wydłuży jego żywotność.

Opakowanie:
Solidne, z przezroczystą nakrętką. Posiadam wersję travel, która ma 50 g, natomiast jest jeszcze dostępna wersja większa - 90 g oraz w sprayu.




Bardzo mi się podoba, że produkt przedstawia nam się na opakowaniu w pierwszej osobie :) Możecie przeczytać próbkę poniżej, albo na zdjęciu gdzie podany jest skład. Niby taka pierdółka, ale pomysł producenta bardzo ciekawy i sympatyczny.


Julianowe łapki wkradły mi się w kadr :)


Przyznam szczerze, że spadł mi raz lub dwa. Pierwsze o czym pomyślałam, gdy tylko wylądował w moich rękach - na pewno wypadnie mi ze sto razy. Nic bardziej mylnego. Nigdy mi nie spadł bez zamknięcia. Jedyne dwa razy wypadł mi z rąk - na szczęście - z zakręconą osłonką i nic mu się nie stało.

Konsystencja:
Trudno tu mówić o konsystencji. Sam kryształ jest dość twardy, ale wyjątkowo gładki, więc nie ma mowy o zadrapaniach ani niczym takim. Ja go sobie moczyłam palcami, a potem wycierałam papierem albo chusteczką. Tutaj też nie ma wielkiej filozofii. Po prostu gdy czujemy, że nie ma poślizgu i jest już suchy, trzeba ponownie delikatnie go zwilżyć. 

Zbliżenie na ciemnym tle, żeby lepiej było widać strukturę kryształu.


Zapach:
Brak. To mi akurat zupełnie nie przeszkadza, wręcz jest na plus :)

Skład:
Na zdjęciu poniżej.




Plusy:
  • naturalny skład
  • wydajność!
  • cena
  • brak białych śladów

Minusy:
  • dostępność
  • raczej się nie sprawdzi u osób pocących się dość mocno
  • nie niweluje brzydkiego zapachu

Opakowanie: 5/5
Zapach: 5/5
Wydajność: 5/5


Ocena końcowa: 2,5/5
Na początku wyjątkowo pokochałam się z tym dezodorantem. Nie zawodził mnie nawet w dni, kiedy zdarzyło mi się ubrać za ciepło i gonić autobus lub tramwaj. Jedynie w bardziej stresujących chwilach sobie nie radził (ale z tym u mnie nic sobie nie radzi w stopniu mnie zadowalającym). Do tego dochodził jeszcze aspekt ekonomiczny. Może sam dezodorant z doliczonymi kosztami przesyłki nie jest najtańszy, ale nie wiem czy komuś uda się zużyć wersję travel przez rok! Naprawdę, jest to najbardziej wydajny dezodorant jaki kiedykolwiek miałam. Przez kilka miesięcy w ogóle nie widziałam zużycia. Nie zostawia też żadnych śladów, szybko wysycha - wydawałoby się, że to ideał.

Niestety, w końcu coraz częściej zaczął mnie zawodzić. Nie wiem dlaczego, może moja skóra się do niego przyzwyczaiła? Naprawdę nie mam zielonego pojęcia...Wątpię żeby latem lepiej się sprawdził, ale może dam mu jeszcze szansę.

Aha, jeszcze przypomniało mi się o dwóch rzeczach. Salt of The Earth nie uchroni Was przed poceniem się. On jedynie zabija bakterie, które powodują wydzielanie się brzydkiego zapachu. Jeśli więc często doskwierają Wam mokre ślady na koszulkach, to nawet nie bierzcie tego dezodorantu pod uwagę. Ostatnia kwestia jest dość oczywista - broń Boże nie używajcie go jeśli macie jakieś otarcia lub skaleczenia pod pachami. Sól mineralna, z której zrobiony jest dezodorant tak niemiłosiernie piecze podrażnienia, że aż trudno to wytrzymać. Mi się niestety to przydarzyło, bo nie zauważyłam malutkiego skaleczenia po goleniu...nie polecam, masakra :/

Podsumowując jeśli niezbyt mocno się pocicie i większość dezodorantów się u Was sprawdza, koniecznie spróbujcie Salt of The Earth -  a nuż na Was zadziała. Innym odradzam. Szkoda, bo naprawdę chciałam go polubić.


Macie jakieś doświadczenia z dezodorantami w krysztale? A może są jakieś sposoby żeby poprawić ich działanie?

Pozdrawiam,



Podobne wpisy

Podobne posty

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia