Dziś kolejna mini recenzja azjatyckiego kosmetyku ofiarowanego mi przez Madzialenę. Widząc próbkę ze zdjęciem opakowania kremu w kształcie zielonej doniczki z listkami, od razu się podekscytowałam. Testowałam już podobne specyfiki w słoiczkach o kształcie jabłek, winogrona i pomidora, ale to była dla mnie nowość :)
Moja cera:
Sucha, naczynkowa, z tendencją do błyszczenia się w strefie T i rzadkiego pojawiania się wyprysków.
Obietnice producenta:
Krem usuwający zanieczyszczenia i makijaż. Zawiera aktywne wyciągi z jagód, pomidorów oraz kiełków brokuła.
Dzięki niemu skóra jest zdrowa i promienna. Kwasy AHA wygładzają i rozświetlają skórę, jednocześnie usuwając martwe komórki i brud. Zawiera również młodą zieloną herbatę i lawendę, które dodają energii zmęczonej skórze i relaksują ją.
Nałożyć na twarz odpowiednią ilość kremu, delikatnie masować opuszkami palców. Zetrzeć miękka chusteczką i zmyć żelem lub pianką do mycia twarzy.
Moja opinia:
Ku mojemu zdziwieniu z próbki wydobyłam biały krem z zielonymi drobinkami. Oczywiście w zetknięciu ze skórą te maleństwa całkowicie znikają. Jest to taki jakby kremo-olejek do demakijażu. Ma kremową konsystencję, ale po rozsmarowaniu na twarzy zaczyna być dość tłusty.
Zapach nie jest intensywny, powiedziałabym że wręcz delikatny.
Na początku nie bardzo wiedziałam jak się tego używa, bo na próbce było dosłownie kilka znaczków po koreańsku. Nazwa jakoś bardziej sugerowała mi, że jest to krem myjący do twarzy. Taki do używania na mokro rzecz jasna. Na szczęście zanim go użyłam, postanowiłam poszukać wskazówek dotyczących jego zastosowania.
Produkt ten przypomina mi nieco olejek myjący z Biochemii Urody, tyle że ten z Tony Moly należy jeszcze zmyć żelem do mycia twarzy. Usuwa makijaż całkiem nieźle - nawet ten wodoodporny. Jednak trzeba się trochę namachać, żeby samymi rękoma go dobrze rozprowadzić.
Mimo mojej wielkiej sympatii do azjatyckich kosmetyków przyznam się bez bicia, że ten produkt jest dla mnie czymś zbędnym. Dlaczego? Od kiedy dowiedziałam się, że makijaż wodoodporny (i nie tylko) można zmyć oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia, nie używam już w tym celu niczego innego. (Potem przemywam twarz żelem i przechodzę do dalszej pielęgnacji). Nie widzę więc potrzeby kupowania czegoś podobnego z Azji za dużo wyższą kwotę. Owszem, opakowanie jest urocze ale to za mało...
Absolutnie nie jest to zły produkt, ale na naszym rodzimym rynku mamy choćby wcześniej wspomniany przeze mnie olejek myjący z Biochemii Urody, który również można traktować jako płyn do demakijażu. Też jest oleisty i świetnie zmywa nawet najbardziej trwały makijaż. Po co więc przepłacać?
Być może to co jest zawarte w kremie Tony Moly na dłuższą metę spodobałoby się mojej skórze, ale jakoś tego produktu akurat nie mam ochoty kupować w wersji pełnowymiarowej.
A Wy, macie jakieś ulubione sposoby na tani i skuteczny demakijaż?
Pozdrawiam,