Dziś nie będzie wpisu prima aprilisowego. Za to będzie co nieco o Carmexie.
Pamiętacie moment, w którym na naszym rynku pojawił się osławiony Carmex? Hit w pielęgnacji ust z USA, kosmetyk który wywołał tyle zachwytów, w jakiejkolwiek wersji się pojawił. Kupiłam go kiedyś głównie dlatego, że balsam do ust Tisane zwyczajnie mi się znudził i chciałam spróbować czegoś nowego.
Biję się w piersi, że przez ponad rok zamiast używać produktu już sprawdzonego trafiłam na istny bubel. Żeby było ciekawiej, Carmex miałam w dwóch wersjach i cały czas byłam przekonana, że mi pomaga.
Zamieszczam obydwa kosmetyki w jednym poście, bo w sumie to jedno i to samo tylko w nieco innej formie. Z góry przepraszam za to jak się prezentują. Nosiłam je przez długi czas przy sobie, dosłownie wszędzie. Szczególnie widać to po balsamie w sztyfcie.
Carmex Lip Balm
Obietnice producenta:
Cierpiący z powodu spierzchniętych, popękanych ust Alfred Woelbing wynalazł w USA we wczesnych lata 30-tych dwudziestego wieku balsam do ust Carmex®. Rodzina Woelbing do dziś prowadzi firmę, a Carmex stał się jednym z najbardziej cenionych na świecie balsamów do ust.
Unikalna receptura balsamu Carmex zawiera specjalne składniki, które powodują klasyczne uczucie mrowienia dające znać, że Carmex działa skutecznie, kojąc, nawilżając i chroniąc spierzchnięte, popękane usta.
Wypróbuj go i przekonaj się, dlaczego jest on ulubionym balsamem gwiazd z Hollywood oraz specjalistów od makijażu na całym świecie.
Sposób użycia:
Nałożyć obficie tak często, jak jest to konieczne. Nałożyć ponownie po jedzeniu i piciu. Szczególnie wskazane jest użycie przed i po oddziaływaniu słońca, wiatru lub niskich temperatur. W celu odbudowy i utrzymania nawilżenia, należy stosować przed i po nałożeniu pomadki do ust i po pływaniu.
Samemu opakowaniu nie mam nic do zarzucenia. Jest malutkie, poręczne i wszystko działa jak trzeba. Nie wyróżnia się niczym szczególnym.
W opakowaniu znajduje się 4,24 g produktu. Wam też przypomina klej do papieru? :P
Konsystencja:
Miękka i dość lepka, wyczuwalna na ustach. Trudno zaaplikować ją cienką warstwą i długo się wchłania.
Zapach:
Bardzo specyficzny, kamforowy. Jedni mogą go tolerować, a inni nienawidzić. Ja raczej należę do tych drugich, choć po jakimś czasie się nieco przyzwyczaiłam. Żeby było jeszcze gorzej, smak też nie jest zbyt przyjemny.
Skład:
Octinoxate 6.4%, Oxybenzone 5.4%, Octocrylene 9.0%; Inne składniki: Petrolatum, Lanolin, Meadowfoam Seed Oil, Camphor, Phenol, Menthol, Salicylic Acid in a mixture of waxes and flavor.
Plusy:
- filtr SPF 15 (choć podobno niestabilny)
- dostępność
- cena
- funkcjonalne, nieduże opakowanie
- wydajność
Minusy:
- wysuszanie ust
- kamforowy zapach
- zbyt tłusta konsystencja
Opakowanie: 4/5
Zapach: 2/5
Wydajność: 5/5
Ocena końcowa: 1/5
Używałam go bardzo długo, cały czas myśląc że jest mi on niezbędny. Jak się później okazało Carmex strasznie przesuszał moje usta. Im częściej go używałam, tym było gorzej. Nie wiem dlaczego tak późno wpadłam na to, że to on jest przyczyną wszystkich tych problemów. Jeszcze tak suchych ust i twardych odstających skórek nie miałam nigdy. Efekt mrowienia też nie bardzo mi się podobał, chociaż z drugiej strony nie przywiązywałam do tego wielkiej wagi.
Jedyne za co mogę temu produktowi dać jakikolwiek plus, to filtr (choć niestabilny, lepsze to niż nic) i wydajność. Jednak to zdecydowanie za mało jak na balsam do ust. Jest to najgorszy tego typu kosmetyk z jakim miałam do czynienia. Nawet inne balsamy, które były dość kiepskiei słabo nawilżały, nigdy nie wyrządziły mi takich szkód jak Carmex.
Obietnice producenta:
Jw.
Sposób użycia:
Jw.
Opakowanie:
Niby funkcjonalne, niby małe i poręczne, ale nie bardzo mi się spodobało. Gdy nosiłam go w kosmetyczce latem, to ciągle wylewał mi się do nakrętki, z kolei zimą trudno go było czasem wycisnąć z tubki.
W opakowaniu znajduje się 10 g produktu.
Konsystencja:
Bardzo gęsta, przypomina maść lub żel. Rozprowadza się bez problemu i oczywiście zostawia tłustą, gęstą powłokę na ustach.
Trochę się czułam jakbym używała błyszczyka, bardzo ciężkiego i klejącego.
Zapach:
Chemicznej wiśni/czereśni, całkiem znośny. Jednak mimo wszystko wyczuwalny był gdzieś kamforowy zapach, którego nie lubię.
Skład:
Petrolatum, Lanolin, Aroma, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Banzophenone-3, Camphor, Menthol, Salicyl Acid, Vanillin, Synthetic Linalool, Benzyl Cinnamate, Geraniol. Zawiera Oxybenzone.
Plusy:
- zapach (tylko dlatego, że nie pachnie tak mocno kamforą)
- SPF 15
- dostępność
- cena
- wydajność
Minusy:
- wysuszanie ust
- zbyt gęsta i kleista konsystencja
- brak filtra
- niezbyt funkcjonalne opakowanie
Opakowanie: 3/5
Zapach: 3/5
Wydajność: 4,5/5
Ocena końcowa: 1/5
Po balsamach do ust zwykle nie oczekuję spektakularnych efektów i tu też tak było. Jednak trudno mi przemilczeć i odpuścić to, co Carmex zrobił na moich ustach. To był mój drugi tego typu kosmetyk (stosowany na przemian z Carmex'em w sztyfcie) i teraz już wiem, że nigdy więcej żadnego z nich nie kupię.
Zapach jest znośny, natomiast nadal czuć, że to ten sam stary Carmex. Mrowienie pominę milczeniem, bo nie wiem co ono ma na celu - jest mi obojętne. Konsystencja i funkcjonalność opakowania to też raczej porażka. Jeśli to koi i nawilża, to ja jestem Matka Teresa.
Daję 1 punkt na 5 za mniej kamforowy zapach, filtr i wydajność, ale to już bardziej z litości, bo głupio mi dać czemuś 0/5. Z chęcią dałabym mu -1/5, ale coś tam w nim może się podobać.
Zdecydowanie radzę Wam omijać ten produkt szerokim łukiem!
Do dziś nie wiem co mnie skłoniło, żeby kupić aż dwa balsamy do ust marki Carmex. To chyba było jak jakieś zamknięte koło - gdy zaczęłam ich używać usta strasznie mi wysychały, ale bez nich było jeszcze gorzej. Na szczęście zrobiłam sobie od nich niedawno kilkudniową przerwę i nagle zauważyłam, że moje usta bez niczego lepiej wyglądają niż po wielokrotnym używaniu Carmexu.
Może i czuć mrowienie, może wydaje nam się że usta są nawilżone chwilę po aplikacji, ale w ostatecznym rozrachunku produkt ten zrobił mi więcej krzywdy niż pożytku. Gdzieś na Youtube znalazłam nawet recenzję, w której dziewczyna mówi, że Carmex nieźle działa u niej na opryszczkę, bo chłodzi i wysusza :D. To dla mnie kolejny dowód, że ten produkt nie spełnia żadnej z obietnic producenta, a jeśli to robi, to bardzo krótkofalowo. Nie poleciłabym go nawet najgorszemu wrogowi. (Oczywiście jest to moja opinia i nie musicie się z nią zgadzać).
A Wy jakie macie doświadczenia z Carmexem?
Pozdrawiam,
Silverose
Silverose